Jesienne klimaty

Jesienne klimaty

Absolutnie uwielbiam jesień, dlatego publikuję ten post na wiosnę.
To moja ulubiona pora roku, druga po zimie, która mogłaby trwać i trwać. Bo czy jest coś lepszego od gorącej czekolady, kolorowych światełek, swetrów i deszczu za oknem? Upalanie patrola w terenie

A tak serio to mam kilka zaległych zdjęć do publikacji, a bardzo je lubię - więc enjoy! 
Rozjaśnianie hennowanych włosów u fryzjera

Rozjaśnianie hennowanych włosów u fryzjera

 Dzień dobrerek!

Trochę już minęło od kiedy ostatni raz dzieliłam się z Wami swoimi włosowymi historiami/pielęgnacjami ale mimo to, widzę że sporo osób ciągle mnie tutaj odwiedza.
Muszę się Wam przyznać, że już od jakiegoś czasu moja pielęgnacja ograniczała się do bardzo podstawowych czynności, które są ze mną od wielu lat - regularne olejowanie na noc, hennowanie raz w miesiącu i sprawdzone kosmetyki do mycia.
NO NUDY moi Państwo, nudy jak żyćko na kwarantannie!

Ale w końcu nastąpiło przełamanie tej nudy, więc zapraszam Was dzisiaj na przygodę henny z fryzjerem, będzie dużo zdjęć :)

Przez ostanie 3 lata przestałam rozjaśniać włosy pod hennowanie, w związku z czym:
- kolor zaczął się nadbudowywać na długości
- duża część moich włosów pozostawała w ciemnym kolorze

Muszę przyznać, że ich kondycja była wtedy na prawdę super i nie miałam żadnych problemów poza puszeniem się na 2-3 dzień po myciu. Tak wyglądały jeszcze 17 stycznia tego roku:

Oczywiście ten kolor w końcu zaczął mi się nudzić, uznałam, że jest za ciemny i zapragnęłam wrócić do swojej dawnej jasnej rudości. Więc pełna obaw, uznałam że pójdę na rozjaśnianie do fryzjera.

Jeśli ktoś z Was jest tu ze mną od początku włosowej historii to wie, że nie przepadam (ok, mam panic mode) za wizytami u fryzjera, rozjaśniałam włosy w gabinecie raz, wiele lat temu i to z dość marnym skutkiem. Chciałam tego uniknąć również teraz, ale w 2019 roku podjęłam samodzielną próbę kąpieli rozjaśniającej i wyszło to bardzo średnio jak widać poniżej:
Miałam wtedy long boba, stąd to krzywe cięcie :D 

Chciałam żeby po takim czasie dbania i hennowania, zajął się mną profesjonalista, stąd poszłam do jednego z lepszych salonów (w kwestii koloryzacji) w moim mieście. Przyszłam na wizytę z konkretnym zdjęciem poglądowym efektu na jakim mi zależało - chciałam lekko rozjaśnić górę zostawiając ją jednak jak najbliżej koloru naturalnego i rozjaśnić mocniej końce. 

Zdjęcie które omawiałam z fryzjerką przed koloryzacją \ zdjęcie efektu końcowego

Zdjęcie przed \ po farbowaniu w studyjnym oświetleniu

Powyżej bardzo wyraźnie widać granicę naturalnego odrostu z wcześniej rozjaśnianymi końcami.

Jeśli chodzi zaś o sam kolor - w świetle studyjnym był naprawdę przepiękny! Zastanowiło mnie jednak dość mocno to, że był jednolity, a moim założeniem od początku było zostawienie ciemnej góry i rozjaśnienie dołu oraz długości. Jakkolwiek żeby ocenić w pełni to co mam na głowie postanowiłam poczekać do następnego dnia żeby zobaczyć go w świetle dziennym.

To co zobaczyłam niestety było dalekie od oczekiwań. Parokrotnie powtarzałam przy koloryzacji, że zależy mi na naturalnym efekcie i przejściu kolorystycznym, a otrzymałam to co widać poniżej:


Generalnie nie byłam zadowolona, delikatnie to określając. 
Określając dosadniej - czułam się bardzo źle. Ilość czasu poświęconego na pielęgnację/koloryzację została w moim odczuciu bardzo szybko zniwelowana rozjaśniaczem i jaskrawą farbą, w której ani się nie czułam ani nie wyglądałam dobrze.

Następnego dnia od razu skontaktowałam się z fryzjerką, przyjechałam do salonu i po kilku godzinach kłótni otrzymałam termin na poprawkę, po której efekt był faktycznie zadowalający.

Przed przyciemnieniem góry \ po przyciemnieniu

Mając ciemniejszy odrost całość wyglądała już znacznie lepiej, a na pewno naturalniej!

Nie cieszyłam się tym kolorem jednak zbyt długo bo dość szybko się wypłukał, na szczęście nadal zostając ciemniejszy niż długość włosów. Cała reszta koloru również nie okazała się być zbyt trwała, ale to raczej normalna sprawa przy rudych farbach. 

Aktualnie mój kolor wygląda tak jak na zdjęciach poniżej. Jest on po dwukrotnym hennowaniu samego odrostu żeby pozbyć się przebijających, żółtych tonów, czego jak widać nadal nie udało mi się osiągnąć. Czeka na mnie już henna lis, którą rozrobiłam jedynie z żelem lnianym i zaraz idę kombinować z kolorem dalej. 

W pochmurny dzień \ w oknie w słoneczny dzień

Może mam po prostu jakiegoś pecha do fryzjerów?

Jestem na prawdę rozczarowana całą tą przygodą. Brak zrozumienia klienta to jedno, cieszę się że koniec końców otrzymałam poprawkę, niemniej zanim do tego doszło spotkała mnie cała masa niezrozumienia i słownych potyczek z fryzjerkami, co było zupełnie niepotrzebne. 

Jeśli chodzi o kondycję włosów po rozjaśnianiu - zdecydowanie się pogorszyła, ale nie ma też tragedii.  Widzę, że część włosów nadaje się do obcięcia i ani trochę mnie to nie dziwi. Po zmyciu rozjaśniacza, kiedy włosy były najbardziej tępe, zostały rozczesane grzebieniem o bardzo drobnych ząbkach, przez co część z nich popękała na długości.
Pękła też u mnie wiara we fryzjerów, ale to już insza inszość.

Niemniej nie byłoby tego złego żeby nie wyszło na dobre - dzięki tej przygodzie od nowa wpadłam we włosomaniactwo i zaczęłam się interesować też tematem wydobycia skrętu (podejrzewam fale!). Od czasów kwarantanny rozwijam też wiedzę z dziedziny twarzingu, więc możecie spodziewać się całkiem niedługo kilku ciekawych tekstów z tych tematów :)



Tymczasem zostawiam Was z najbardziej aktualnym zdjęciem moich włosów (jeszcze z dzisiaj), na 3 dzień po 'wydobyciu fal'  i w świetle dziennym. Teraz czas na hennowanie!

Jeśli macie do mnie jakieś pytania, to z chęcią na nie odpowiem :)
Witchy fair

Witchy fair

Zgadnijcie kto wrócił! 
Mam kilka paczek zdjęć i wpadła mi recenzja całkiem ciekawych kosmetyków z konopii (hehehe) więc uznałam, że dobrze byłoby trochę zreaktywować bloga.
Nie chcę obiecywać Wam regularnych postów, bo raczej ich nie będzie, ale bardzo chciałabym trzymać wszystkie zdjęcia z sesji gdzieś w kupie, bo lubie sobie czasem popatrzeć na jakiś progres ;)

Na regularny content zapraszam na mojego >Instagramaa póki co łapcie zdjęcia poczynione na Jarmarku Augustiańskim w Szczecinie, na którym miałam przyjemność występować razem z Medeiną :3


Fociła niezastąpiona Brinnan Photography
Winter velour

Winter velour

Jestem ostatnio kompletnie zakochana w materiale jakim jest welur.


Wiele lat bardzo go nie lubiłam i kojarzył mi się strasznie tandetnie, ale kiedy miesiąc temu dorwałam pierwszą bluzkę z tego materiału - pokochałam go całym serduszkiem. Wtedy już wiedziałam ze reszta weluru świata musi być moja.
Obecnie moją kolekcję zasilają jedynie 3 rzeczy, ale zawsze to dobry początek.

Spodenki dorwałam w Missguided.com ale chyba już ich nie ma :c


I nie, nie było mi zimno.
Niezawodny sposób na podrażnienia po hybrydach

Niezawodny sposób na podrażnienia po hybrydach



Bohaterem dzisiejszego wpisu jest maść Bepanthen Plus. 


Zapewne niejedna z Was spotkała się z nieprzyjemnym swędzeniem, a nawet małą opuchlizną po zrobieniu hybryd. Jest to oznaka uczulenia, które mogło się pojawić przez kontakt lakieru z uszkodzonym naskórkiem i powinno zniknąć, kiedy skóra się zregeneruje.

U mnie zdarza się to, kiedy przy odnowie przejadę się niechcący pilnikiem po skórce i nieważne jak bardzo się nagimnastykuję przy malowaniu – uczulenie i tak wyjdzie, mniejsze lub większe. Swędzący palec potrafi BARDZO irytować, dlatego chcę się z Wami podzielić doskonałym sposobem na to, żeby znacząco przyspieszyć gojenie.


Sposób jest bardzo prosty – po skończeniu manicure myję dokładnie ręce mydłem i osuszam. Następnie skórki w okolicy potencjalnie zagrożonego paznokcia smaruję cienką warstwą tej maści – najlepiej na noc.

Uczulenie prawdopodobnie pojawi się i tak, ale dużo mniejsze, ale kiedy używam bepanthenu kilka razy dziennie, skóra goi się błyskawicznie.

Magiczną właściwość tej maści odkryłam podczas gojenia tatuażu – stwierdziłam, że skoro działa na rozległą ranę, to czemu nie miałaby na mniejszą? Od tej pory udaje mi się wyleczyć za jej pomocą praktycznie KAŻDE podrażnienie, nawet takie, które utrzymywało się wcześniej na skórze bardzo długo 


Testowałam też krem Bepanthen – ale on akurat nie przyspieszył gojenia. Oba produkty dostaniecie w aptece, to koszt około 19-30zł (zależy od apteki). 


***


Przed używaniem maści przeczytajcie jej skład, żeby upewnić się czy nie ma w niej drażniących Was substancji!  

Ahh no i pamiętajcie, że jeśli uczulenie występuje na większości paznokci, należy zdjąć hybrydy jak najszybciej zanim zejdą Wam same…razem z paznokciem ;) 

I ♥️ MakeUp -  Chocolate Orange. Swatche i pierwsze wrażenie.

I ♥️ MakeUp - Chocolate Orange. Swatche i pierwsze wrażenie.

Zapraszam Was dzisiaj na pierwsze wrażenie z nową paletką od I ♥️ MakeUp -  Chocolate Orange.

Chocolate Orange to jedna z najnowszych paletek od Makeup Revolution. Znajdziemy w niej 16 ciepłych ocieni, w tym 12 matów, 2 folie i 3 perły. Kolory mają doskonałą pigmentacje, co będziecie mieli okazję zobaczyć na swatchach i są bardzo przyjemne w dotyku - lekko mokre i satynowe, na pewno nie suche. 


Jako totalny rudzielec (kolor włosów odpowiada charaterowi) uwielbiam wszelkiego rodzaju ciepłe cienie, szczególnie te w tonacji pomarańczu i brązu. Ostatnio zapałałam również miłością do róży, więc to cudo zdecydowanie musiało pojawić się w mojej kolekcji. 

Wszystkie kolory zeswatchowane są na bazie od ArtDeco i zbudowane do zadowalającego krycia. Nie jest to pojedyńcze maźnięcie, traktowałam je tak jakbym normalnie kładła je na powieki, chcąc osiągnąć intensywność koloru.



To moja pierwsza "czekoladka" z serii, bo nigdy mnie do nich nie ciągnęło - uważałam, że ich cena jest pewnie adekwatna do jakości, ale nie wiedziałam nawet jak bardzo się myliłam. Cienie są baaaardzo przyjemne w dotyku i łatwo transferują się na pędzel.


Nie wiem tylko, czy dobrze się z nimi pracuje - niebawem wyczaruję jakiś reprezentatywny makijaż i na blogu pojawi się kolejny post - tym razem z makijażem, więc trzymajcie kciuki żeby udało mi się go dobrze sfotografowac! 


Wiem, że to już kolejna paleta w ciepłych barwach, która atakuje nasz rynek, ale totalnie kocham taką kolorystykę dlatego zupełnie mi to nie przeszkadza.

A Wy co o niej myślicie?
Powiększy Waszą makijażową kolekcję, czy nie? :)


Witchy and strega inspiration mix

Witchy and strega inspiration mix

W przerwie świątecznej miałam sporo wolnego czasu i niesamowicie jara mnie to, że w końcu mogę się realizować w ukochanych wiedźmowych klimatach. Dlatego po raz kolejny możecie zobaczyć mnie w tym wydaniu. 
Pomęczę Was trochę, a co!

Pod koniec zdjęć znajdziecie też kilka(dziesiąt) słów od autorki ;)


Osoby, które obserwują mnie od dawna (są tu takie? :D) mogły zauważyć, że mój styl od początku prowadzenia bloga dość mocno ewoluuje. Zaczęłam normalnie (przez co czułam się paskudnie), potem weszłam w steampunk i nu-goth, a przez ostatnie pół roku miałam sporo okazji, żeby się wyżyć pod tym względem i nareszcie zaczynam się stabilizować gdzieś na poziomie stregi.



Strega fashion to dla mnie ogólnie dość niesamowite zjawisko - uwielbiam klimat, który bije z takich zdjęć, jest niesamowity. Przywodzi mi na myśl domek w lesie z wiedźmą w środku, która spędza dnie łażąc po zarośniętej puszczy i zbierając zioła #życiowecele #jestemdzieckiemlasu
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zrealizować, bo bardzo bym chciała :3


Ostatnio też coraz bardziej zagłębiam się w tematykę okultyzmu i uczę się photoshopa czarować, jak widać na wyżej załączonych obrazkach ;)


Ahhh no i wróciłam do rudości!
Recenzja: Bullboxer od Zibru.com

Recenzja: Bullboxer od Zibru.com

Przygotowałam dla Was recenzję zimowych butów marki Bullboxer, a dokładniej modelu 797501E6L_BLCK TD70 Black. Dostępne są w sklepie Zibru.com o tutaj.  


Buty uszyte są z naturalnej skóry, która zachowuje mat, nawet po wypastowaniu. W środku ocieplane są ciemnoszarym futerkiem, ale sama wkładka jest skórzana. Jeśli jesteście strasznymi zmarźluchami - polecam brać rozmiar większe. Ja wzięłam 38 i są idealne do rajstop i grubych zakolanówek, ale filcowej wkładki już nie wcisnę, a na ostrą zimę mogłaby się przydać. 

Obawiałam się też nagłej zmiany z koturnu na 4cm obcas, ale kompletnie niesłusznie. Dzięki grubej skórze, kostka jest lekko usztywniona, a wyprofilowanie wkładki sprawia, że buty są niezwykle wygodne. 

Rozchodzenie ich zajęło mi około 2 tygodni - po tym czasie idealnie dopasowały się do stopy, a skóra na zgięciach popracowała wystarczająco, żebym chciała hasać w nich całymi dniami. Jednak pamiętajcie, że takie solidne buty są trochę jak glany - na początku mogą obcierać, ale jak już się dopasują to nie chcecie innych.


Zdecydowanie polecam.

Opuszczone lotnisko

Opuszczone lotnisko


Dzień przed tymi zdjęciami podjęłam decyzję o sprzedaży aparatu, bo ciągle nie udawało mi się z niego wyciągnąć zdjęć jakie bym chciała. Wystarczyło jednak dać go w łapki odpowiedniej osobie, a okazało się, że można niezwykle ciekawie uchwycić rzeczywistość.
Aparat zostaje i będę walczyć dalej!

Dajcie znać co myślicie.



Model/styl: Akasza
Buty: Bullboxer od Zibru.com