Nowy rok, nowa ja vol1.


Na początku chciałabym Was przeprosić za tytuł posta, ale totalnie nie mogłam się powstrzymać :D
Nie ukrywam, że gardzę tym stwierdzeniem, ale wydało mi się tu nad wyraz relewantne do nowej serii na blogu, z której nawet nie wiem co wyjdzie.



Założenie jest bardzo proste - chcę schudnąć (po raz 328463243683).

Tak się złożyło, że nawet od 4 tygodni udaje mi się inaczej jeść i trochę poćwiczyć, a w związku z tym, że to najdłuższy okres kiedy udało mi się coś takiego utrzymać - chciałabym też Was zmotywować.
Punktem zwrotnym była sytuacja kiedy w zeszłe wakacje zobaczyłam na wadze 64kg I TO BYŁA NAJWIĘKSZA LICZBA JAKA KIEDYKOLWIEK MI SIĘ POJAWIŁA. A po świętach było to już 68kg. No. Mam 160cm.

Obecnie ważę 64,7kg i od początku stycznia inaczej jem.
Przede wszystkim, staram się unikać pochłaniania czekoladek, przekąsek, lodów i wszystkich słodkich i kalorycznych rzeczy bez wyraźnej ochoty. Jeśli BARDZO chcę coś zjeść i cały dzień chodzi za mną ochota na czekoladę - to ją po prostu zjem, w jakiejś małej ilości, nie mam zamiaru się tutaj ograniczać i robić czegoś wbrew sobie. Z tym, że to musi być na prawdę ogromna ochota, a nie sięgnięcie z przyzwyczajenia.


Bez zbędnego przedłużania:

1) Będę wrzucać tu informacje o tym, co zjadłam przez cały dzień i jakieś fajne przepisy na obiady. Postaram się liczyć kaloryczność, ale nie obiecuję, bo tego nie lubię.

2) Skupiam się na domowej siłowni i będę będę umieszczać tu playlisty treningów do odtworzenia w Waszych 4 kątach. Nie przerażajcie się ilością ćwiczeń - nie musicie przecież robić wszystkiego.
Jakby mi ktoś wczoraj powiedział, że wytrzymam godzinę z niedorzecznie uśmiechającymi się Paniami z jutuba, to bym go chyba wyśmiała. A wytrzymałam.

3) Poza czystymi ćwiczeniami, będę się z Wami dzielić też tańcem! Jeden dzień w tygodniu chcę przeznaczyć na coś co mi się nigdy nie udało, czyli regularne ćwiczenie tribalu w domu. Możliwe, że jeśli w końcu zacznę się z tego jakoś mocniej rozliczać to skończy to jakoś sensownie.


Wybaczcie mi brak standardowych zdjęć dla tego typu akcji czyli przed i po, dokładnych wymiarów, zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie, wagi mojej prawej nogi i lewej półkuli mózgowej. -  możliwe, że te informacje pojawią się z czasem, a jeśli ktoś chce zobaczyć jak wygląda moja sylwetka zapraszam do zakładki "Photo Shoots" ;) 
Póki co uraczę Was zdjęciami jakie najbardziej odpowiadają mojej estetyce, ale z czasem powinno się to zmienić. 


Jeśli wyłapiecie jakieś błędy, lub uznacie coś za interesujące - koniecznie dajcie mi o tym znać w komentarzach! 

***
To kto się do mnie przyłączy?
A jeśli ktoś - macie jakieś propozycje na mniej żenujący tytuł dla tej akcji? 

Jutro pojawi się pierwsza składanka z ćwiczeniami i obiadem, więc zapraszam!


6 komentarzy:

  1. sama też planuję schudnąć, jednak wiem ze nie dam rady sama i czekam na wizytę u dietetyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie zapraszam do akcji! Dietetykiem nie jestem, ale będę wrzucać pomysły na szybkie i lekkie obiady :)

      Usuń
  2. Ja mam 159 cm wzrostu, najmniejsza waga jak miałam to 55 kilo i wtedy byłam bardzo wysportowana i szczupła. Kwestiaj est tlyko taka że jestem ciężka przez mięśnie a i może mam ciężkie gnaty albo włosy, no w każdym razie nawet bez tłuszczyku jestem sobie dosyć ciężka dlatego samą wagą się nie do końca sugeruję. W pewnym jednak momencie miałam 70 kilo, ogólnie problemy z brzusiem podłe a już nosiłam się z zamiarem przejścia na weganizm bo miałam pewne dowody że jest m ito w stanie pomóc. Teraz mam półtora roku od zaczęcia diety, dodam że nie ćwiczę jak otako ale spaceruję bardzo dużo i pobiegam jeśli mam chęć. Mam 58 kilo, brzusio już nie boli, układ pokarmowy działa sprawniej i ogólnie super się czuję w kwestii wygladu jak i samopoczucia, bonusowo pozbyłam się trądziku. Sama nadwagan ie pojawiła się od fast foodów czy słodyczy bo tych nigsyn ie jadłam, ale wpadłam nap omysł że będę jeść dużo mięcha bo to tkaie zdrowe miało być i wyszłam na tym kiepsko bo ani nabiału nai jajek ani mięsa mój akurat organizm nie lubił, wyglądałam i czułam się potwornie. Ostatnio też luby się do diety roślinnej przyłączył bo wcześniej miał super mięsną, potem kombinację a teraz spróbował tak i też chudnie, lepiej się czuje i jest zadowolony.

    Wazna jest nie tylko kaloryczność, ale jakość posiłków, żeby były zbilansowane i dostosowane do potrzeb i żeby zamiast serwować sobie kupę tluszczu zwierzecego i glutenu które zakleją nam tyłek, o wiele lepiej wszamić sobie jakąś kasze, płakti owsiane, a zupę jeść gotowaną nie na zwłokach a np. na cebuli podsmażonej na oliwie, a to mięcho sobie zjeśc samo gotowane na przykład. Możesz też w kalkulator zywności wpisać raz na tydzień co zjadłaś aby nauczyć się przyrzadzac wartościoe posiłki, mi to bardzo pomogło, szczególnie ze gotuję dla 2 osób. Trzeba też nauczyć się słuchać organizmu bo jeśli np. czujesz że masz mdłości czy biegunki po nabiale albo brzuch cię boli po glutenie to je lepiej odstaw, nawet jeśli cały świat się tym żywi to nie znaczy że Ty tez musisz, jeśli czujesz że to ci nie służy to nie ma sensu się męczyć.
    No i warto się też odrobaczyć, tak w razie co.
    życzę Ci powodzenia i radości z nowego jedzenia oraz chudnięcia, będę chętnei zaglądać i wspierac duchowo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łaaaaał dziękuję Ci za tak obszerny i wartościowy komentarz!

      Masz bardzo dużo racji co do diety - też mam bardzo wybredny żołądek, a ostatnio bardzo dawał mi się we znaki. Teraz staram się jeść to na co mam ochotę, bo inaczej zwyczajnie mnie boli. Jeśli mój żołądek mówi, że powinnam zjeść tłusty obiad, to go zjem, jeśli lekki - to również, ważne żeby bilans kaloryczny się jako tako pod koniec dnia zgadzał.

      Myślę nad przestawieniem się na dietę roślinną, bo bardzo popieram ideologię jaka za tym stoi, tylko brak mi obecnie czasu i silnej motywacji - mięsko wrzucam na patelnię i chwila moment i jest gotowe, a to teraz ważne dla mnie :/

      Parę lat temu ważyłam 55kg ale byłam zdecydowanie mniej wysportowana niż teraz - waga to nie do końca mój wyznacznik bo wiem, że mięśnie mam silne i sporo ważą, ale te 64kg to nadal za dużo. Zlezę poniżej 60kg i będę myśleć co dalej, bo też trochę się tego boję - przy wadze 55kg jednak nie wyglądałam tak kształtnie jak teraz :D

      Dziękuję za wsparcie, mam nadzieję że w końcu się uda!

      Usuń
    2. Ja będąc na diecie roślinnej gotuję obiad w pół godziny na 2 dni dla 2 osób, jak mam więcej czasu to raz na tydzień robię burgery wegańskie (mój facet je uwielbia) ale to mieszam wszystko w 10 minut, dop iekarnika na 40 minut i mam 10 takich burgerów to na 5 dni dla 1 osoby starcza. Zawsze je też zabieramy ze sobą jak podróżujemy, rano jemy owsiankę czy coś takiego i resztę dnia wcinamy to i nikt się nie czuje głodny czy osłabiony, do tego zagrycha z orzeszkówi suszonych owoców i jest dobrze. Na śniadania zwykle są owsianki bo je lubimy, ale też wegańskie omlety czy placki na słodko lub słono, których zawsze można nasmażyć czy upiec na parę dni.
      Wegańskie gotowanie zajmuje niewiele czasu, ja nie mam czasu żeby robić obiad codziennie po 2 godziny, pół godziny to max. Niedługo bede wrzucac przepisy na bloga, więc jakby co to zapraszam po inspirację :D
      Przyznam że ja z decyzji o przejściu na dietę roślinną jestem niesamowicie szczęśliwa bo moje zdrowie miewa się świetnie, jedzenie jest szybkie i pyszne, a do tego wiem że wspieram coś dobrego bo hodowla i ubój zwierząt zwyczajnie szkodzi planecie i nie jest to nam wcale potrzebne. Myslę że to bardzo dobry powód by przestać jeść chociaż mięso, zredukować nabiał i jajka czy całkowicie jeść roślinnie.

      Usuń
    3. Oooo brzmi super, obadam jak wrzucisz!
      Ja potrzebuję bardzo różnorodnej diety, nie mogłabym jeść codziennie tego samego, a i potrzebuję sporo żeby się najeść - mój organizm nie odczytuje suszonych owoców czy orzechów jako posiłku (chyba, że to pistacje - pistacje to życie).
      Niemniej - ciągle myślę jak się przestawić na weganizm tylko przede wszystkim chcę to zrobić z głową, żeby mieć zbilansowaną dietę bez niedoborów. Więc wrzucaj i będę czytać! :D

      Usuń


Dziękuję za Wasze komentarze, bo motywują mnie do dalszej pracy nad rozwojem bloga :)
Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie - piszcie śmiało!