Zmiana podejścia do pielęgnacji i włosowa metamorfoza! [Zdjęcia]

4/05/2017

Od początku stycznia testuję nowości w pielęgnacji włosów, dlatego przygotowałam dla Was podsumowanie tego trzymiesięcznego okresu oraz kilka spostrzeżeń, które zupełnie odmieniły moje podejście. Jeśli jesteście ciekawi – zapraszam do dzisiejszego wpisu!


Jeszcze w zeszłym roku zmagałam się z wiecznie przesuszoną długością i przetłuszczoną skórą głowy, na drugi dzień po myciu. Obecnie, skóra nadal lekko się przetłuszcza, ale na długości włosy wyglądają dobrze, nie puszą się i są nawilżone.

Niżej możecie zobaczyć porównanie kondycji włosów na drugi dzień, zdjęcia z lutego 2016 i 2017.
Zdjęcie po prawej zrobione z pogiętej perspektywy zwanej „nie wzięłam statywu”, ale w końcu zaczął działać u mnie koczek-ślimaczek i nie daje on już połamanej miotły :3

Przez większość mojego włosomaniaczego życia testowałam kosmetyki głównie drogeryjne. Prym wiodły Kallosy, bo duże i tanie, no i jakiś w miarę sensowny efekt udawało się dzięki nim osiągnąć. Używałam kosmetyków Biovaxu, Garniera i Radicala, a jako szamponu – niezmiennie Alterry, ale trzymałam się zasady żeby zawsze sprawdzać skład produktu zanim wyląduje w koszyku. Niemniej – niewiele to zmieniało, wszystkie kosmetyki działały na włosy mniej więcej tak samo miernie i dość dużo czasu zajęło mi doprowadzenie ich do sensownego wyglądu.

Co więc zmieniłam, że od stycznia udało mi się znacząco poprawić stan włosów?

1. Szampony
_____________

Chwilowo pożegnałam się z Alterrą, która mimo, że nie posiadała w składzie SLS czy SLES, to zawiera SCS, który jest prawie identycznym detergentem. 


Obecnie moim ulubieńcem jest Ecolab, choć będę szukała go w jeszcze bardziej delikatnej wersji, bo trochę za mocno plącze mi włosy.
Każdy jest inny i stosuję je w zależności od potrzeb. Jeśli czuję, że moje włosy wymagają mocniejszego oczyszczenia, albo będę kładła dociążającą maskę – użyję żurawinowego, ale jeśli widzę, że przydałoby się delikatniejsze potraktowanie – postawię na Fiński.

Wszystkie mają wspaniałe składy i dobrze oczyszczają skalp już za pierwszym razem, a za niedługo na blogu pojawi się ich recenzja.


2. Maski
___________

Na wstępnie zaznaczam, że Kallosy nadal obecne są w mojej pielęgnacji, bo nie wyobrażam sobie lepszego produktu do pierwszego „O” w OMO. Mają proste składy, są duże i bardzo tanie. Teraz używam dwóch – Blueberry i Mlecznego Serciala (do tej pory nie wiem czy to w końcu Kallos czy nie).
Zamiast stosowania ich też jako ostatnie „O” postanowiłam zainwestować w maski, które mają bardzo bogate składy. Mam ich 6, ale każda jest mi na swój sposób potrzebna :D 
O masce marokańskiej (czarnej) i ajurwedyjskiej (złotej) pojawiła się już recenzja i możecie ją przeczytać tutaj. Reszta również pojawi się na blogu, już niebawem.



3. Oleje
___________

To jeden z najważniejszych punktów pielęgnacji, który kontynuuję nieprzerwanie od samego początku. Wypróbowałam co najmniej 15 różnych olei, ale dopiero niedawno znalazłam takie, które rzeczywiście odpowiadają moim włosom i teraz widzę rezultaty ich regularnego stosowania. Włosy stały się miękkie, sprężyste i mają dużo lepszą kondycję.
Moje dwa hity to olejek z żurawiny arktycznej i olej kameliowy
Recenzje i dokładne opisy obu możecie przeczytać tutaj (żurawina) i tutaj (kameliowy).

4. Sposób mycia
_________________

Obecnie myję włosy co 32 godziny rano albo wieczorem. Ciężko mi to opisać, dlatego posłużę się przykładem – w poniedziałek myję włosy rano, a we wtorek wieczorem + robię włosing. W środę na noc olejuję, a w czwartek rano myję i koło się zamyka. Tym sposobem olejuję włosy na całą noc średnio 2 razy w tygodniu i też 2 razy robię włosing, co bardzo pozytywnie odbija się na kondycji.

Wdrożyłam też regularne stosowanie metody kubeczkowej (rozcieńczam szampon z woda w proporcji 1:2), dzięki czemu zużywam mniej produktu, a rozcieńczony detergent jest delikatniejszy dla skóry głowy.
O szamponach, które obecnie stosuję, możecie przeczytać tutaj.



Zmiana tych 4 podstawowych filarów pielęgnacji i wprowadzenie regularnego maskowania niesamowicie wpłynęło na kondycję włosów. 

Ale wiecie, że nie każda włosomaniaczka rodzi się z genetycznie bujną i piękną grzywą? Zwykle jest wręcz odwrotnie.
Moje włosy dość dużo ze mną przeszły, a ostatnio odkopałam zdjęcie zrobione niecałe 4 lata temu, kiedy o pielęgnacji miałam już jako takie pojęcie. To był drugi rok kiedy na prawdę codziennie, intensywnie o nie dbałam, ale robiłam to po prostu nieumiejętnie, więc miałam na głowie coś takiego:

Obecnie moje włosy wyglądają tak:
Jak widać wszystko się da i mimo, że nadal co miesiąc rozjaśniam odrost a długość traktuję henną, to kondycja włosów poprawiła się wręcz nieporównywalnie. Kiedyś było dla mnie nie do wyobrażenia, że mogłabym czesać włosy tylko raz dziennie. Ba! Robiłam to mniej więcej co godzinę, bo plątały się i zbijały w strąki, były porozdwajane i nawet podcinanie końcówek niewiele dawało (jak zresztą widać na starym zdjęciu)J


Dążę do tego, żeby mieć kilka kosmetyków, ale dobrych i takich, które będą moimi pewniakami. Obecnie zdecydowanie jest to olej z żurawiny i kameliowy.
Jak już znajdę ich więcej - na pewno dam Wam znać!


Polecane

12 komentarze

  1. Wow różnica jest wielka. Olejek tsubaki czyli z kamellii jest bardzo sympatyczny ale jak dla mnie za mocno pachnie, maskami muszę się zainteresować - może i u mnie się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój olej kameliowy prawie w ogóle nie pachnie, albo nie zwróciłam na to uwagi :) Za to o tym tsubakowym słyszałam też bardzo pozytywne opinie więc możliwe że jak te dwa obecnie się skończą to go wypróbuję :)

      Usuń
  2. Kurcze, wyglądają naprawdę celująco! Gratuluję! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! :3 Do idealnych jeszcze długa droga, ale na pewno krótsza niż na początku mojej przygody :D

      Usuń
  3. Witać bardzo dużą różnice:)
    Pięknię Ci bylo z grzywką <3 ale ja mam zboczenie na grzywki ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Kusi mnie, żeby do niej wrócić, bo też kocham, ale musiałabym wtedy myć codziennie więc odpada :D

      Usuń
  4. "Ale wiecie, że nie każda włosomaniaczka rodzi się z genetycznie bujną i piękną grzywą? Zwykle jest wręcz odwrotnie."

    Oj niestety, jeśli nie ma się dobrych włosowych genów, to nie będzie spektakularnych efektów nawet przy dobrze dobranej pielegnacji. Świetne efekty w taki sposób uzyskują osoby, które genetycznie mają grube i niskoporowate włosy. Rewelacyjny efekt tafli, a włosów nie trzeba czesac co 5 minut żeby wyglądały świetnie ;) Takie moje gorzkie żale, bo z moich włosów za wiele nie da się wyciągnąć xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niestety największa zmora włosomaniaczek, że jak genetycznie się nie ma super włosów to efekty nie będą idealne. Ale mimo, że sama nie mam mega gęstych i grubych włosów tylko raczej normalne, to i tak pielęgnacją udaje mi się uzyskać coraz lepsze efekty. I np. teraz mogę rozczesać włosy dwa razy dziennie, bo więcej nie potrzebuję, a kiedyś było to nie do pomyślenia :D Dlatego radzę się nie poddawać, bo po jakimś czasie zauważysz różnicę i będzie już tylko lepiej! ;)

      Usuń
    2. Wiesz ja czuję już różnicę i nawet mój mężczyzna ostatnio mówił, że mam dużo lepsze włosy niż dawniej. Tylko że trochę mi żal, że nie osiągnę takiego wyglądu włosów, jaki bym sobie wymarzyła :D Powodzenia dla Ciebie w dalszym dbaniu o włosy :)

      Usuń
    3. No widzisz? Grunt to dobra i regularna pielęgnacja! :) Dziękuję :)

      Usuń
  5. Fantastyczny efekt! Muszę wypróbować ten szampon Ecolab - moim ulubieńcem był wzmacniający, ale o tym czytam same zachwyty, więc chyba czas i na niego :D
    Też nie wyobrażam sobie mycia OMO bez Kallosów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Kallosy są wręcz stworzone do OMO :>

      Usuń

_________________________
Dziękuję za Wasze komentarze, bo motywują mnie do dalszej pracy nad rozwojem bloga :)
Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie - piszcie śmiało!