TOST 2 - relacja z występów

TOST 2 - relacja z występów

Zapraszam Was na relację z występów z ostatniego TOST'a! 
Jeśli nie wiecie o czym mówię polecam zapoznać się z tym wpisem, a dziś chciałabym podzielić się z Wami zdjęciami, krótkimi filmikami i małym podsumowaniem tego wydarzenia.

Na samym wstępie mogę stwierdzić, że było wspaniale. Serio, to była jedna z najlepszych imprez na jakich przyszło mi brać udział. Wspaniałe tancerki i atmosfera, zbiórka charytatywna na zwierzaki oraz możliwość występowania w bardzo dobrych warunkach, zrobiły mi ten wieczór.
Miałam okazję występować 3 razy, dwukrotnie z grupą i raz solo. Póki co mam nagrany tylko kawałek solo, w dość słabej jakości ale za niedługo powinnam otrzymać profesjonalne filmy więc na pewno się nimi tu podzielę!

Póki co zapraszam do podziwiania zdjęć, a na samym dole znajdziecie krótkie filmiki o których wspomniałam wyżej :)




Następny TOST odbędzie się 17 czerwca, więc rezerwujcie ten wieczór i wbijajcie do Szczecina! 
Rozdanie z Sudio Sweden!

Rozdanie z Sudio Sweden!


Tak jak zapowiadałam w tym poście, mam dla Was konkurs w ramach współpracy z firmą Sudio Sweden. Do wygrania są aż trzy marmurkowe obudowy na telefon! 

Żeby wziąć udział w rozdaniu, należy:
- skomnetować ten post
- polubić oraz skomentować post o losowaniu na moim fanpage'u: KLIK
- polubić fanpage mój (Akasza) oraz Sudio Sweden (Sudio) <- ten wymóg jest opcjonalny, ale będzie mi miło, gdy go spełnicie :)


Wyniki losowania zostaną opublikowane 1-szego kwietnia na FB na moim fanpage'u i tam też skontaktuję się z trzema osobami, które wygrają obudowę :)
Powodzenia! 



Olejek kameliowy - kolejny włosowy HIT!

Olejek kameliowy - kolejny włosowy HIT!

Przez ostatnie dwa miesiące namiętnie testuję dwa nowe oleje do włosów. O jednym z nich wspomniałam już w tym poście – „Olejek z żurawiny arktycznej – mój hit!”, a dziś przyszła pora na drugi, czyli osławiony wśród włosomaniaczek – olejek kameliowy. Jeśli jesteście ciekawi jak się u mnie sprawdził – zapraszam do recenzji!


Moje pierwsze wrażenie po całonocnym olejowaniu nie było najlepsze, w przeciwieństwie do olejku żurawinowego, więc to na nim skupiłam się, jako pierwszym do testowania. Po około dwóch tygodniach wróciłam jednak do kameliowego i już po kilku użyciach zrozumiałam, dlaczego jest tak bardzo polecany.

Samo olejowanie przyniosło mi efekty dopiero po trzecim razie – włosy stały się miękkie, sypkie i zdawały się być bardziej odżywione. Nie dociąża ich tak mocno jak ten żurawinowy, ale jeśli stosujecie inne kosmetyki o bogatych składach do mycia to, jest to zdecydowanie zaleta.

Najciekawsze, co zauważyłam, to to, że po każdym użyciu olejku kameliowego widocznie poprawia się stan włosów i polepsza ich ogólna kondycja. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy to na 100% jego zasługa, bo zmieniłam też całą pielęgnację, ale mam wrażenie, że bardzo się do tego przyczynił.


Poza zastosowaniem do włosów, używam go również do twarzy. Na całą buzię sprawdza się świetnie, kiedy walczymy z jakimś mocnym przesuszem, ale też bardzo dobrze wpływa na skórę pod oczami. Stosowany na noc nawilża ją i uelastycznia, jednak jak w przypadku każdego oleju - jeśli użyjemy go zbyt dużo, może zapchać.

Co do jego cech fizycznych - olejek ma postać zielonego niezbyt gęstego płynu, zamkniętego w butelce z ciemnego szkła. Za dozownik robi tu pompka, która bywa trochę irytująca – jedna porcja olejku to stanowczo za mało żeby naolejować włosy i za dużo żeby wykorzystać na twarz. Zwykle musze wciskać ją kilkukrotnie albo do połowy. To, szczerze mówiąc – jedyna wada tego produktu, którą udało mi się zauważyć i jest ona zdecydowanie nieistotna, jeśli chodzi o jego działanie.


Podsumowując, jeśli jeszcze nie miałyście z nim styczności, to serdecznie polecam. Butelka tego olejku kosztuje średnio 40zł + koszta przesyłki, ale sam produkt jest bardzo wydajny, a jego efekty zdecydowanie warte są tej ceny. 
Od kiedy go stosuję stał się moim kolejnym włosowym hitem i zdecydowanie będzie stałym punktem pielęgnacji.

***
Dodatkowo, wczoraj dotarła do mnie paczka z dwoma buteleczkami Andrei - "cudownego maceratu" z Chin, który jakiś czas temu zatrząsł włosomaniaczą blogosferą. Jestem po pierwszym użyciu, z radością stwierdzam, że mnie nie uczulił więc przetestuję i dam Wam znać czy warto!

***
Miałyście już styczność z tym produktem?
Jakie są Wasze ulubione oleje do pielęgnacji włosów?
Bezprzewodowe słuchawki od Sudio Sweden, kod rabatowy i zapowiedź rozdania!

Bezprzewodowe słuchawki od Sudio Sweden, kod rabatowy i zapowiedź rozdania!

Muzyka jest dla mnie bardzo ważna. To dzięki niej odnalazłam swój styl i mam pomysły na nowe choreografie tribalowe.  W skrócie - nie wyobrażam sobie bez niej swojego życia. Dlatego zawsze, gdy gdzieś wychodzę mam przy sobie słuchawki - z dźwiękiem i w wygodnych butach mogę przemierzać kilometry.


Z okazji ostatniego dnia kobiet, firma Vasa BLÅ - Sudio Sweden postanowiła zrobić mi prezent, w postaci bezprzewodowych słuchawek. Nigdy nie byłam fanką tego typu urządzeń, zdawały mi się wręcz zbędnym gadżetem, ale stwierdziłam, że z chęcią zobaczę, dlaczego bezprzewodówki stały się ostatnio takim hitem.  
Mój model to Vasa BLÅ - Rose Gold Black.

Paczka przyszła do mnie bardzo szybko i była dobrze zapakowana. Pudełko jest matowe, ma na sobie błyszczący nadruk słuchawek, a zamykane jest na magnes.
W zestawie dostajemy:
- instrukcję obsługi i gwarancję
- skórzane etui
- 4 pary zamiennych nakładek w różnych rozmiarach
- metalowy klips
- kabel do ładowarki (na jednym ładowaniu słuchawki wytrzymują około 8h)


Połączenie słuchawek z telefonem jest bardzo proste. Jedyne, co trzeba zrobić, to przytrzymać guzik „play” i być w odległości do 10 metrów od smartfona z włączonym bluetoothem.
Jednak, kiedy robimy to za pierwszym razem, urządzenia należy sparować z poziomu telefonu. Robimy to wchodząc w telefonie w ustawienia bluetooth, wyszukujemy słuchawki w dostępnych urządzeniach i parujemy je ze smartfonem. W tym miejscu instrukcja łapie ode mnie mały minus, bo o parowaniu nie ma w niej ani słowa, więc musiałam sama to wykombinować.

Przejdźmy jednak do kwestii najważniejszych, czyli jakości dźwięku i wygody.
Co do tego pierwszego – jestem w ciężkim szoku, że słuchawki douszne mogą grać tak dobrze. Ostatnimi czasy zasłuchuję się w dyskografii Wardruny, której mnogość instrumentów doskonale słychać na tym modelu, a dzięki możliwości dobrania wkładek jesteśmy w stanie zupełnie odciąć się od świata. Dźwięk jest naprawdę wspaniały i nieporównywalny do wcześniejszych słuchawek jakie miałam.


Nie zdawałam sobie też sprawy ile oznacza dla zakręconego człowieka brak kabla, póki nie przyszło mi po raz pierwszy zdjąć z siebie płaszcza, szalika i torby i zrobiłam to tak po prostu. Zwykle około minuty musiałam walczyć z kablem, który zawijał się w ubrania i pasek od torebki i szlag jasny mnie trafiał codziennie rano, kiedy musiałam się z tego wyplątać.

Teraz ten problem kompletnie zniknął. Nic mi się nie plącze, nie ogranicza mnie długość kabla, nie muszę uważać żeby go przypadkiem nie pociągnąć.  Wystarczy, że przerzucę sobie krótki kabel łączący obie słuchawki, na kark i jest idealnie. Do tego dochodzi jeszcze jakość muzyki i jestem w niebie.

Tym bardziej przydatne jest to, kiedy mam ochotę przećwiczyć jakąś taneczną choreografię lub technikę, w pomieszczeniu gdzie są inne osoby. Obecnie mogę po prostu włożyć sobie w uszy słuchawki i….to tyle. Wystarczy, że telefon będzie leżał gdzieś niedaleko.


Zalety:
+ Kontakt ze sklepem jest błyskawiczny, przesyłka również.
+ Jakość dźwięku jest na bardzo wysokim poziomie. Warto zwrócić tu uwagę, że bardzo dobrze podkreślone są tu basy, więc jeśli jesteście mocnych brzmień, tak jak ja, to powinniście być zadowoleni.
+ Brak kabla! Przez wygodę jaką on daje, nie planuję wracać do przewodowych modeli.
+ Cały zestaw prezentuje się niezwykle elegancko, mamy do wyboru 4 kolory słuchawek.
+ Guma z której wykonany jest kabel łączący słuchawki jest dość solidna i wystarczająco szeroka (niestety już po tygodniu użytkowania czarnego modelu pojawił się na niej biały nalot).

Wady:
- Brak kompletnej ładowarki (w zestawie jest tylko kabel USB). Z jednej strony słuchawki bez problemu można ładować od komputera, ale z drugiej, w zestawie za tę cenę powinien znajdować się komplet.
- Zaślepka do podłączenia kabla USB jest wykonana z bardzo miękkiej gumy i niestety dość często sama się odgina. 

Reasumując - jeśli szukacie dobrych bezprzewodówek i bardzo ważna jest dla Was jakość dźwięku to zdecydowanie mogę polecić Wam bezprzewodowe słuchawki od Sudio
Zachwyciły mnie wygodą użytkowania i bardzo dobrym basem. 

Dodatkowo, mam dla Was jeszcze zniżkę 15% na wszystkie produkty zakupione przez stronę: www.sudiosweden.com/pl. Wystarczy użyć kodu

"rudaurodowo15"

***

Ale to nie wszystko, bo już pod koniec tygodnia, zarówno na blogu jak i na moim fan page'u (Akasza) pojawi się post z rozdaniem, gdzie będzie można wygrać 3 produkty tej firmy! Zapraszam więc do obserwowania tych dwóch kanałów, żeby nic Was nie ominęło :)




Witchy nails inspirations

Witchy nails inspirations

Odnośnie ostatniego postu o pazurach chciałabym się z Wami podzielić woreczkiem inspiracji dotyczącym paznokci. Jeśli lubicie ciemne kolory i chcecie się trochę odcukrzycować od róży i pasteli, z pewnością znajdziecie tu coś dla siebie.

(Ten kształt jest tak idealny że chyba bardziej się nie da) 

Przemyślenia po 1,5 roku stosowania hybryd i manicure żelowy. Bardzo tanie lakiery hybrydowe!

Przemyślenia po 1,5 roku stosowania hybryd i manicure żelowy. Bardzo tanie lakiery hybrydowe!

Minęło ponad półtora roku, od kiedy zaczęłam malować paznokcie lakierami hybrydowymi. W tym czasie miałam styczność z trzema markami lakierów, trzema lampami i całą masą pomalowanych paznokci. Przedłużałam, skracałam, znowu przedłużałam, robiłam przerwy jak i stosowałam hybrydy non stop. Jeśli jesteście ciekawi jakie mam po tym czasie przemyślenia na ten temat to zapraszam do wpisu!


Zaczynałam swoją przygodę z lakierami Cosmetics Zone i dziś stwierdzam, że nie był to trafny wybór, bo lakier bardzo szybko odpryskiwał lub podchodził powietrzem. Na pewno miało na to wpływ nieumiejętne wykonywanie, ale mimo to, po tym jak pół roku później wróciłam do tych lakierów, znowu miałam taką samą sytuację.

Potem przyszła pora na osławiony Semilac, który ma w ofercie przepiękne kolory, na dodatek w większości bardzo dobrze napigmentowane. Niestety na mojej płytce lakiery te okazały się mieć średnią trwałość, ponieważ mogłam je nosić maksymalnie półtora tygodnia. Mimo to, byłam w nich absolutnie zakochana i zaczęłam przeżywać etap "chcęmiećwszystkiehybrydyświata".Nagle okazało się, że paznokcie można malować inaczej niż na czarno :')

Przełomem okazał się u mnie NeoNail, którego ciemne fiolety i czerwienie przypadły mi do gustu, a dzięki fajnej bazie lakiery trzymały się obiecaną przez producenta ilość czasu - ok 2-3 tygodni. Niestety parę razy dopadło mnie delikatne uczulenie na pojedynczych palcach, które jednak spowodowane było kontaktem lakieru ze skórkami.


Dlaczego więc ostatnio na blogu ucichło o hybrydach? Przede wszystkim byłam po prostu zmęczona dłubaniem paznokci przez dwie lub więcej godzin, co dwa tygodnie. Mimo, że na początku byłam zachwycona, to dość szybko zwyczajnie znudziło mi się spędzanie takiej ilości czasu tylko nad jedną czynnością, której efekt koniec końców nigdy nie wychodził idealnie. Na dodatek mam dość dużą słabość do długich paznokci, a nie mogłam ich zapuścić, ponieważ zdejmowanie hybrydy za bardzo osłabiało płytkę. Możecie o tym przeczytać we wpisie "Dlaczego hybrydy zniszczyły mi paznokcie".
Stwierdziłam, że mam tego dość i jakoś tak wyszło, że zdecydowałam się przetestować żel.

Po 4 miesiącach wizyt u różnych kosmetyczek, w końcu trafiłam na "moją", która potrafi bardzo dokładnie położyć lakier i poprawnie zbudowane żele, nie mordując przy okazji skórek (aż mnie wzdryga na myśl, co spotykało mnie wcześniej w "profesjonalnych" salonach).
Obecnie raz na dwa tygodnie wykonuję sama uzupełnienie lakierem hybrydowym, a co miesiąc chodzę uzupełnić żel. Moje paznokcie wyglądają tak jak na zdjęciach poniżej i w końcu zacieszam, bo mam odpowiednią długość bez strachu, że zaraz jakiś paznokieć mi się złamie. Jedną z największych zalet żelu jest niewątpliwie to, że bardzo dobrze utwardza naturalną płytkę i pozwala ją zapuścić na wymarzoną długość.

Na żelu również dużo łatwiej uzupełnia się hybrydę, dlatego w końcu nie jest to dla mnie tak męczące, a i odkryłam ostatnio coś bardzo ciekawego. Mam tu na myśli lakiery hybrydowe z alliexpressu. Nigdy nie interesowałam się tym tematem, bo zniechęcały mnie długie czasy oczekiwania na paczkę, ale w końcu, kiedy zobaczyłam bardzo dużą ilość pozytywnych recenzji i przekalkulowałam sobie, że za jeden lakier tutaj mogę mieć 6 innych lakierów dobrej jakości.... Sami rozumiecie ;)



Na chwilę obecną jestem zakochana w efekcie kociego oka i czekam już na dwie lakierowe paczki, które powinny za niedługo się u mnie pojawić. Jak tylko zrobię pierwsze testy, możecie spodziewać się ich na blogu. A jeśli jesteście bardzo niecierpliwi to link do aukcji macie TU, TU i TUTAJ.

Z Alliexpressu posiadam też świetną lampę do hybryd o mocy 36W - jest dostępna TUTAJ. 


***
Kolor na zdjęciach to Semilac 080 Amazon Forest.

Jak podoba się Wam mój nwy sposób na idealne paznokcie?
Używacie żelu?