Maska marokańska i ajurwedyjska z serii Palneta Organica

2/25/2017

Tak jak zapowiadałam, w związku z natłokiem nowych kosmetyków do pielęgnacji włosów, w końcu zabieram się za pisanie recenzji!


Na pierwszy ogień zdecydowałam się na maski, które zdążyły się zrobić już całkiem popularne przez swoje bardzo bogate składy i (w większości) znakomite działanie. Mowa o serii Planeta Ogranica i maskach - złotej ajurwedyjskiej oraz czarnej marokańskiej. 
Jeśli jesteście ciekawi jak sprawdziły się u mnie, zapraszam do wpisu!


1. Planeta Organica - Maksa czarna marokańska.


Jako pierwsza przyszła do mnie maska marokańska. Trochę obawiałam się jej działania, bo moje włosy nie do końca lubią się z oliwą z oliwek, która jest tu dość wysoko w składzie. Niemniej, skuszona dość dużą ilością pozytywnych recenzji, postanowiłam dać jej szansę.

Maska ma ciemnozielony kolor i bardzo intensywny zapach męskich perfum, który długo utrzymuje się na włosach. Jest dość gęsta i bardzo wydajna, łatwo się rozprowadza.

Efekt po stosowaniu jej solo nie zaskoczył mnie. Trzymałam ją zarówno 20 jak i 5 minut, ale niezależnie od czasu, uzyskałam mniej więcej to samo - włosy stają się mocno puszyste (zwłaszcza od nasady - są bardzo mocno odbite), sztywne, ale za to bardziej sypkie. Podobny efekt uzyskuję kilka dni po hennowaniu.

Kilka dni temu zdecydowałam się ją stuningować i zastosowałam ją razem z olejkiem z żurawiny arktycznej i płukanki z octu jabłkowego, licząc na większe dociążenie. Mimo to włosy stały się znowu baaaardzo puszyste, ale trochę mocniej niż zwykle plątały się przy suszeniu, choć podejrzewam, że było to spowodowane samą płukanką. 



Skład:
Aqua with infusions of: Organic Argania Spinosa Kernel Oil, Organic Citrus Aurantium Amara Flower Oil, Laurus Nobilis Leaf Extract, Olea Europaea Fruit Oil, Eucalyptus Globulus Oil, Lavandula Angustifolia Oil, Origanum Vulgaris Extract; Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate,
Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Isopopyl Palmitate, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, guar hydroxypro pyltrimonium chloride, Parfum, Benzylalcohol, Benzoic Acid, Sorbica Cid



1. Planeta Organica - Maksa złota ajurwedyjska.


Zdecydowałam się też na druga maskę z tej serii, bo jakoś tak już mam, że te kosmetyki, które mają kolor moich włosów zwykle działają na nie najlepiej. I tak też jest w tym przypadku.

Jeśli chodzi o konsystencję, jest bardzo podobna do marokańskiej, ale jest trochę bardziej aksamitna. Zapach ma za to dużo przyjemniejszy - pachnie ciężkim kadzidłem, który, równie długo jak przy wersji marokańskiej, utrzymuje się na włosach. Jeśli noszę je spięte, to zapach towarzyszy mi do następnego mycia. Dodatkowo, w masce znajduje się cała masa złotych drobinek, ale nie zauważyłam, żeby zostawały na włosach. 

Co do samego efektu - bardzo mocno dociąża i wygładza włosy, odbierając im troszkę puszystość i lekkość. Ja ten efekt bardzo lubię, ale zauważyłam, że stosowana częściej niż 2 razy w tygodniu, oblepia kosmyki, które wymagają wtedy mocniejszego oczyszczenia.  

Nie tuningowałam jej niczym, ponieważ przez tak dociążający skład, nie przychodzi mi do głowy nic konkretnego, ale jeśli macie jakieś pomysły to piszcie śmiało!



Skład: 
Aqua with infusions of: Organic Melia Azadirachta Seed Oil, Centella Asiatica Extract, EuterpeOleracea Fruit Extract, Santalum Album Oil, Cedrus Atlantica Oil, Juniperus Communis Extract, Bambusa Vulgaris Shoot Extract, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Mica, Titanium Dioxide, Silica,Guar hydroxypro pyltrimonium chloride, Parfum, Benzylalcohol, Benzoic Acid,Sorbica Cid, Citric Acid


Reasumując:

Obie maski sprawdziły się na włosach dobrze ale każda z nich dała zupełnie inny efekt. W celu uzyskania większej puszystości i lekkości włosów - sięgnę zdecydowanie po markoańską. Sprawia ona, że wizualnie mam ich więcej i przypomina mi efekt po kilku dniach od hennowania - mam wrażenie, że włosy robią się grubsze i sztywniejsze.

Częściej za to zależy mi na dociążonej i gładkiej tafli, dlatego skłaniałabym się bardziej ku masce ajurwedyjskiej, zwłaszcza, że bardziej odpowiada mi jej konsystencja, kolor i zapach. Mimo to, ma ona tendencję do "oblepiania" włosów dlatego nie powinno się stosować jej częściej niż 2 razy w tygodniu.

Zarówno maska złota jak i czarna są zdecydowanie warte wypróbowania, a kiedy już je wydenkuję mam zamiar przetestować tajską, (której jestem niesamowicie ciekawa) oraz toskańską. Mam nadzieję, że wśród nich znajdę swój włosowy ideał!


***

Chcielibyście wypróbować którąś z tych masek?
Jeśli używaliście to podzielcie się swoją opinią w komentarzu!

Polecane

4 komentarze

  1. Uwielbiam maski do włosów :) Masz śliczny kolor na głowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też je uwielbiam :) Dziękuję!

      Usuń
  2. Mam zapas masek z Bingo Spa i póki co muszę się powstrzymać przed zakupem nowych. :p
    Ale gdybym miała możliwość, to oczywiście wybrałabym od razu dwie... Po co sobie żałować :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo najlepiej 3, tak jak ja xd Bingo spa niby dobre ale od kiedy przestawiłam się na te kosmetyki z serii PO i Ecolab serio widzę różnicę. Z resztą coś się już tworzy na ten temat ;)

      Usuń

_________________________
Dziękuję za Wasze komentarze, bo motywują mnie do dalszej pracy nad rozwojem bloga :)
Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie - piszcie śmiało!