Wiedźmowa stylizacja, tunele i księzycowa biżuteria.

Wiedźmowa stylizacja, tunele i księzycowa biżuteria.

Ostatnio odchodzę trochę od steampunkowych klimatów na co dzień, zastępując je stylizacjami, które wpadają w nieco wiedźmowy klimat. W związku z tym, że dość źle znoszę upały w mieście, w wakacje przestawiam się na luźne koszulki i warstwy które można zawsze dostosować do temperatury otoczenia.
Dziś mam dla Was nowe zdjęcia w zupełnie innym stylu niż poprzednio i mam nadzieję, że również przypadnie Wam on do gustu :)
Zdjęcia wykonane i edytowane przez moją genialną koleżankę Anetę Muszkiewicz (Brinnan).

Nastał ten moment kiedy moda alternatywna wkracza do życia codziennego i w tym roku triumf wiodą staniki z ozdobnymi paskami. Swój wykonałam sama, za namową lubego, żeby nie kupować gotowców. Była to bardzo dobra decyzja i mam dzięki temu idealnie dopasowaną ozdobę, a nawet dwie. Same materiały kosztowały mnie 16zł i niebawem na pewno skusze się na więcej i postaram się również uszyć coś z ciekawym motywem na plecach do tribalowych występów.
Biżuteria w postaci niebieskiego księżyca w pełni (doskonale wykonany!) oraz czarnego kwarcu, pochodzi od La Venda Art. Swoją drogą, polecam Wam jej stronę bo robi na prawdę śliczne rzeczy.
 
Zamówiłam też opal i noc kairu ze strony Skydance i jestem bardzo mile zaskoczona jakością wykonania jak i wyglądem tej biżuterii. Każdy naszyjnik był zapakowany w elegancką saszetkę. Na zdjęciach jest niestety niewidoczny.

Kapelusz to esencja mojej kobiecości - czyli chwilowa zachcianka, którą od zakupu miałam na sobie może 2 razy. Nie jest to jednak spowodowane  lenistwem tylko wiatrem który za każdym razem kiedy mam ochotę na ten dodatek, skutecznie utrudnia mi życie. Mimo to, jest idealnie dopasowany do mojej głowy i bardzo mi się podoba, dorwałam go w H&Mie.

 
Idealne obcasy na koturnie, dość długo wyczekiwane i otrzymane jako prezent od lubego, któremu dzień w dzień o nich trajkotałam.
Są idealne, bardzo stabilne ale trzeba je rozchodzić. Dostępne o (tu) ,a w tym poście możecie przeczytać moją recenzję o modelu na całym koturnie. Niebawem pojawi się też recenzja tego modelu.

Postanowiłam również poeksperymentować trochę z modyfikacjami ciała i zdecydowałam się zrobić jeden, mały tunel w prawym uchu. Planuję dojść do 6-7mm i mimo że tunele nigdy mi się nie podobały, to po zobaczeniu tej biżuterii totalnie zmieniłam zdanie.
Dlatego też moje rozpychacze już czekają na swoją misję i mam nadzieję, że za pół roku będę mogła się cieszyć nowym rodzajem biżuterii.


 
 ***
 
Jak Wam się podoba taki styl?
Macie jakieś sprawdzone metody na przetrwanie upałów?
Mechaniczne serce - steampunk na co dzień vol 2.

Mechaniczne serce - steampunk na co dzień vol 2.

Czas na drugą część steampunkowego outfitu, tym razem w klimatach mechanicznego serca, którego nadruk widnieje na koszulce.

Rzadko noszę spodnie, a jeśli już się zdecyduję to najbardziej lubię proste nogawki lub dzwony. Mimo, że ten ostatni model jest teoretycznie martwy w modzie, to nadal pozostaję mu wierna bo świetnie wydłuża nogi i sprawia, że w przypadku szerokich bioder, sylwetka staje się proporcjonalna.
Do tego czarna koszulka z nadrukiem mechanicznego serca, brązowy, skórzany pasek oraz klimatyczne rękawiczki i stylizacja gotowa!



Spodnie (sieciówka, dawno i nie pamiętam), koszulka - Restyle , rękawiczki - Restyle, buty - Altercore, okulary - Black Garden (sklep już nie istnieje).
Zdjęcia wykonane i edytowane przez moją genialną koleżankę Anetę Muszkiewicz (Brinnan).


***
Nosicie dzwony czy uważacie je raczej za echo przeszłości?
Recenzja podkładów mineralnych Anablelle Minerals - mój hit!

Recenzja podkładów mineralnych Anablelle Minerals - mój hit!

Na wstępie zaznaczam, że nie jestem ekspertką od podkładów. Nie testuję, nie kupuję dziesięciu różnych na wyprzedażach ani nie zagłębiam się w składy i porównania. Od kilku lat wiernie używam Maybelline Affinitone w wersji normalnej na jesień i zimę oraz w wersji matującej na lato, kiedy się rozpuszczam. Szczerze mogę Wam ten podkład polecić jeśli poszukujecie czegoś lekkiego, o średnim kryciu, do cery mieszanej. Bardzo ładnie wyrównuje on koloryt skóry i maskuje drobne niedoskonałości.
 

Tak się złożyło że gdy byłam na etapie przestawiania się na naturalną pielęgnację (która wyszła mi bokiem swoją drogą) zdecydowałam się też na zmianę podkładu na mineralny. Przede wszystkim dlatego, że moja cera ma skłonność do zapychania i niedoskonałości, a patrząc na długą listę składników zawartych w moim ulubionym podkładzie i chemii tam upakowanej stwierdziłam, że dobrze mi zrobi ograniczenie składników do 4. Naturalnych.

W ten sposób trafiłam na podkłady mineralne Annabelle Minerals i po przeczytaniu kilku pozytywnych recenzji, zdecydowałam się zamówić próbki podkładów, korektorów i pędzel flat top.
Zależy mi na naturalnym efekcie jak najjaśniejszej cery, z natury też jestem dość blada, więc wybrałam 2 odcienie fairest z gamy natural i beige.

Dwie próbki po 1g starczyły mi na miesiąc codziennego używania więc po szybkim przeliczeniu - 20zł za podkład w miesiącu z pewnością mogę przeznaczyć.

Aplikacja
___________


Pierwsze podejście do nakładania podkładu było dość...dziwne. Nie nałożyłam go dużo na pędzelek ale i tak myślałam że dostanę pylicy. Wokół mojej twarzy pojawiła się jasna chmurka przypominająca nieco dym. Dodatkowo podkład doskonale podkreślił absolutnie wszystkie suche skórki, nierówności, zmarszczki i ogólnie to co miał z definicji zakryć.
Wtedy doszłam do wniosku, że a) nałożyłam go za dużo i b) minął prawie miesiąc od czasu kiedy ostatni raz robiłam peeling.
Po doprowadzeniu swojej skóry do względnego porządku, następnego dnia podjęłam drugą próbę, nakładając nieco mniej podkładu i efekt był całkiem fajny. Jednak nadal inny niż po zwykłym podkładzie w płynie. Musiałam kilka minut odczekać aż "stopi" się z moją cerą i wtedy dopiero mogłam zobaczyć pełne właściwości tego produktu.


Testowane podkłady
___________

1. Beige fairest - Podkład matujący - w związku z tym, ze wpada w różowe tony, nie odpowiada mi całkowicie, ale szczerze mówiąc jest bardzo subtelna różnica między odcieniem mojej skóry a tym podkładem.
2. Natural fairest - Podkład matujący - idealny kolor na zimę, kiedy zależy mi na jak najjaśniejszej karnacji. Na lato i wiosnę może być troszeczkę zbyt jasny, bo mam skłonność do szybkiego opalania się. Ma średnie krycie, tak samo jak wersja beige, utrzymuje mat przez 2-3 godziny bez użycia pudru. Przypudrowany zachowuje się dużo lepiej.
3. Natural fair - Podkład kryjący - na początku wydał mi się najlepiej pasujący do mojego odcienia cery, ale w trakcie dnia okazało się że jednak jest dla mnie troszkę zbyt ciemny. Zostawię go jeszcze do przetestowania w lato. Krycie jest bardzo dobre.



Zalety i wady
___________


1. Zostawia na skórze "suchą" warstewkę, co bardzo mi odpowiada. Mam problem z przetłuszczaniem się w strefie T, a po przypudrowaniu mineralnego podkładu, problem ten znika na kilka godzin.
Jest to dla mnie dość ważne, ponieważ nie mam w zwyczaju dokonywania poprawek makijażu w trakcie dnia, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Mówiąc absolutnie konieczne mam na myśli wielkiego czerwonego kosmitę który czasem gości u mnie na twarzy i którego wypadałoby chować przed światem żeby ludzie nie posądzili mnie o ewolucję.
Podkład ma być trwały i pod tym względem sprawdza się znakomicie.

2. Posiada filtr UVA/UVB na poziomie 15 SPF, więc chroni skórę przed słońcem. Jest to dla mnie bardzo istotne ponieważ nie używam filtrów na co dzień, staram się o tym pamiętać jedynie w wakacje ale wychodzi mi to różnie. Stosując ten podkład mam już ochronę na chłodniejsze miesiące i nie muszę się martwić o dodatkowy kosmetyk.

3. Nie zapycha i nie obciąża mojej skóry. Ani razu nie spowodował powstania nowych niedoskonałości podczas gdy z innymi podkładami bywało różnie.
Podczas majówki wypadło mi tak, że przez dwa dni używałam normalnego podkładu zamiast minerałów i moja skóra dość mocno się zbuntowała.

4. Korektory super sprawdzają się pod oczy i na maskowanie zaczerwienień. Polecam wziąć saszetki z próbkami bo ja się dość mocno zdziwiłam ich kolorystyką.

5. Uczulenie - jest to bardzo indywidualna kwestia i nawet produkty z założenia hypoalergiczne mogą uczulić. Mogę za to się przyznać, że jako straszna alergiczka na większość naturalnych rzeczy, mogę spokojnie używać podkładów Annabelle i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.


Reasumując
___________


Mogę Wam szczerze polecić te podkłady, jeśli szukacie czegoś naturalnego i lekkiego. Gama odcieni i właściwości ogromna, więc na pewno dacie radę trafić na podkład pasujący idealnie do waszej cery. Dla pewności można zamówić próbki, które starczają na całkiem długo (jednogramowej próbki podkładu używałam codziennie przez 2 tygodnie). Korektory świetnie maskują zaczerwienienia i nadają się do stosowania pod oczy. Ogólnie wrażenia z używania tych produktów mam bardzo pozytywne i polecam wypróbować!




***
 
Miałyście styczność z produktami Annabelle Minerals?
Jakie są Wasze ulubione podkłady?
 





Altercore Bird Black - recenzja butów na 11cm koturnie.

Altercore Bird Black - recenzja butów na 11cm koturnie.

Nie lubię butów na obcasie.
Znaczy lubię, ale one nie lubią mnie. Obcasy są piękne (zwłaszcza te) ale bardzo szybko sprawiają mi ból przy chodzeniu i bądź co bądź ograniczają ruchliwość. Nie mogę w nich pobiec czy zwyczajnie czuć się bezpiecznie na dziurawych, szczecińskich chodnikach, nie wspominając o obtarciach, odciskach czy ogólnym dyskomforcie.
 
W październiku udało mi się dorwać idealne buty na zimę w CCC, na pięciocentymetrowym, szerokim słupku i przechodziłam w nich cały sezon. Są idealne, ale za ciepłe na obecną pogodę, więc z bólem serca muszę odłożyć je do szafy.

Dlatego też, zaczęłam rozglądać się za nowymi butami ale nic z popularnych sieciówek takich jak Deichmann czy CCC nie wpadło mi w oko (niestety mam gust).
Przestawiłam się na trampki, ale po kilku miesiącach chodzenia na obcasie, czułam się jak kaczka i nie bardzo odpowiadał mi ten stan. Za pomocą przyszła mi koleżanka która przypomniała mi o istnieniu sklepu Altercore. Ostrzyłam sobie ząbki na ich buty już w zeszłym roku, ale doszłam do wniosku, że platformy nie są dla mnie.
W tym roku postanowiłam dać im szansę i przekonać się czy można w nich wygodnie pomykać na co dzień.

Wybrałam model Bird Black decydując się na pełną platformę, która powinna zapewnić większą stabilność niż osobny obcas. Na stronie producenta prezentują się tak:
A tak wyglądają na stopach:


Moja opinia:
W końcu znalazłam buty które nie dość, że są wysokie to są jeszcze do tego wygodne. Koturn jest stabilny i spokojnie można w nich chodzić codziennie, nie obawiając się dziurawych chodników. Nie męczą stóp, ale przez pierwszy tydzień musiałam je rozchodzić bo lekko mnie obcierały.
Na szczęście szybko się dopasowały do stopy i dzięki temu chodzę w nich nieprzerwanie od ponad miesiąca. Przeżyły nawet podróż do Warszawy, taszczenie bagażu, ulewę i co ciekawe, sprawdziły się w tańcu, co będziecie mieli okazję zobaczyć przy okazji następnych postów ;)
Nic jednak nie jest idealne i muszę stwierdzić, że model Bird Black ma jednak jedną wadę.
Koturn wykonany jest z materiału który strasznie szybko przeciera się po wewnętrznej stronie od chodzenia i wygląda to nieco nieestetycznie. Przetarcia można zamaskować pastą do butów, ale nie uchroni to materiału przed zniszczeniem. Mi to osobiście nie przeszkadza, bo nie przykładam aż ta wielkiej wagi do szczegółów ale uznałam, że warto o tym wspomnieć.
Musiałam też zaopatrzyć się w skórzane wkładki, żeby buty były bardziej komfortowe, ale jest to kwestia budowy stopy i "upodobań". Moja koleżanka ma ten sam model i twierdzi, że buty są w środku miękkie, dla mnie są za to nieco twarde :)
 
Reasumując

Jeśli szukacie idealnych butów na wiosnę lub jesień, które będą komfortowe i dodadzą wam centymetrów - szczerze mogę je polecić.
Swój model kupiłam na przecenie o tu i co ważne - rozmiarówka zgadza się z rzeczywistością. Długość mojej stopy to ok. 25cm i rozmiar 39 pasuje idealnie, jak mało kiedy.
Na lato obawiam się, że może być mi w nich za ciepło ale mam zamiar to jeszcze sprawdzić.
Choć szczerze mówiąc jestem w nich na tyle zakochana, że marudzę strasznie swojemu lubemu o tym jak bardzo podoba mi się ich wersja na obcasie i mam nadzieję, że już niedługo trafi w moje łapki.
 
 

 ***
 
Lubicie obcasy lub koturny?
A może macie jakieś inne ulubione obuwie na wiosnę i jesień?










Wiedźmowy manicure, szamańskie inspiracje i wyjazd do Warszawy.

Wiedźmowy manicure, szamańskie inspiracje i wyjazd do Warszawy.

Ostatnio cierpię na straszliwą fazę zainspirowaną tematyką wiedźmową i szamańską. Stąd też pojawił się pomysł na paznokcie, które pierwotnie miały posiadać zrobienie faz księżyca, ale po szybkiej ocenie własnych możliwości, postawiłam na białe ciapaje.



Paznokcie przedłużone są Semilac Hardi Clear, którego z pewnością więcej nie użyję. Do przedłużenia użyłam 3 warstw, które świetnie się trzymały, dopóki temperatura otoczenia nie wzrosła powyżej 20 stopni. Wtedy paznokcie zamieniły się w totalną gumę i nie mam pojęcia dlaczego. Przy pierwszym używaniu tej hybrydy, trzymała się świetnie, dopiero od około 3go przedłużenia zaczęła się strasznie wyginać.
Na szczęście mam jeszcze wersję Hardi Milk, która trzyma się na mur beton bez względu na warunki i po dołożeniu 2 warstw uzyskałam cudownie twarde paznokcie.

Użyte lakiery:
Baza Neonail
Semilac Hardi Clear i Hardi Milk
Semilac Black Diamond - 2 warstwy. O ile wcześniej malowanie czarnym lakierem nie sprawiało mi większego problemu, tak teraz, kiedy miałam pomalować wszystkie paznokcie, strasznie się marszczył mimo nakładania cienkich warstw.
Semilac Strong White - zdobienie białym kolorem wykonałam gąbeczką, są to dwie warstwy

Top Sunblocker Neonail - Nie marszczy się, nie dziurawi po utwardzeniu i jest mega twardy. Bardzo dobrze mi się z nim pracuje.



***
 
Dodatkowo, poza paznokciami, mam dla Was porcję inspiracji.
 
Twórczość tatuazystki Emily's Moose (Karoliny Kubikowskiej) jest niesamowita. Uwielbiam jej styl i rozłożenie kolorów.
 
EvilVision, czaszki i pirografia. Koszulki z jej grafikami możecie nabyć o tu.
 
Biżuteria The Rogue and The Wolf, na którą strasznie choruję od momentu pierwszego jej zobaczenia. Jest drukowana metodą 3D na czarnym poliamidzie i można ją nabyć o tu.
 
 
Nigdy nie byłam fanką tuneli ani biżuterii z kamieni, ale dwie powyższe pozycje zdecydowanie zmieniły moje zdanie. Obecnie jestem na etapie robienia małego tunelu (6mm) w prawym uchu i już ostrze sobie ząbki na wszystkie cudowności z tej strony. Wisior dostępny jest tutaj.
 
 
3 ostatnie zdjęcia pochodzą z odmętów internetu więc niestety nie mogę podać ich źródła.
Dredy są z Pinterestu, na etsy można dostać podobne, niestety te na które zwracałam uwagę okazywały się straszliwie drogie (ok. 700zł).
Powyżej paznokciowa inspiracja na przyszłość i tribalka której stroje darzę szczególną miłością (tak bardzo dużo absolutnie wszystkich ozdóbek) - Sherri Wheatley.
 
 
Skoro już jestem przy temacie Tribalu to w najbliższy weekend odbędzie się Tribal Hafla w Warszawie, czyli 12 godzin tribalowych warsztatów i dwa wieczory występów. Razem z Asią z Medeiny będziemy brać udział w tym festiwalu, więc Warszawo przybywamy!
 
***
 
Jako, że w Warszawie byłam 2 razy w życiu, a będziemy mieć możliwość żeby pozwiedzać miasto, może macie jakieś sugestie co jest warte zobaczenia lub gdzie można dobrze zjeść nie rujnując portfela? Wszelkie rady mile widziane, zwłaszcza wskazówki gdzie znaleźć sklepy z orientalną biżuterią bo na pewno będę za takimi węszyć :)