Jak doczepiać dredy metodą warkoczykową?

Jak doczepiać dredy metodą warkoczykową?


W trakcie ostatniego miesiąca pogłębiałam swoją wiedzę na temat robienia oraz zaplatania dredów z wełny, więc uznałam że nastał już czas na wrzucenie instrukcji jak można doczepić sztuczne włosy do swoich własnych i jaki będzie tego efekt.
 
Uwielbiam uczucie posiadania dużej ilości włosów na głowie, a jako, że natura obdarzyła mnie niezbyt bujną czupryną, doczepiane pasma sprawiają mi niezwykłą frajdę.
Swoją wełnę czesankę dorwałam w pasmanterii i udało mi się ją dopasować prawie idealnie kolorystycznie do moich włosów, dredy skręciłam samodzielnie przy pomocy ciepłej wody i mydła.
 
Zdjęcia do dzisiejszego posta pochodzą z przygotowań do występu na szczecińskiej imprezie charytatywnej "Salsa Razem" w której miałyśmy okazję uczestniczyć razem z dziewczynami z Medeiny. Dredów na co dzień nie noszę, ale na pewno pokuszę się o to na tegoroczny Woodstock na który już planuję ukręcić nowy zestaw :3 
 
Zapraszam Was na instrukcję!


Na początku musimy ustalić jakiej długości chcemy mieć dredy. Zwykle pasma są dość długie, więc składa się je na pół i doczepia od połowy. W tej sytuacji zaplatamy tylko jednego dreda, otrzymując 2 doczepione. Na wstępie chciałabym jeszcze zaznaczyć, że instrukcja dotyczy doczepiania dredów na krótki okres czasu - od kilku godzin do 2-3dni. Wełna sprawia, że są lekkie i miłe w dotyku więc noszenie ich nie sprawia dyskomfortu.

1. Rozczesujemy włosy - dredy będziemy doplatać na warkoczyki, więc im mniej będą się plątać tym będzie nam wygodniej.


2. Robimy roboczego koczka samuraja na czubku głowy i zostawiamy kilka luźnych pasm włosów, do których będziemy doplatać dredy. Ja zaczynam doplatać od dołu, górę zwykle zostawiam niezaplecioną ponieważ lubię ten efekt pomieszania naturalnych włosów z doczepionymi.


3. Dzielimy dreda na pół i tą połowę umieszczamy między dwoma pasemkami włosów - tak jakbyśmy chcieli upleść warkoczyka - bo właśnie to będziemy teraz robić. Jeśli mamy pojedynczego dreda to po prostu nie dzielimy go na pół, tylko wplatamy do warkoczyka.



4. Mamy 3 pasemka - dwa z naszych włosów i jedno z połowy długości dreda. Przystępujemy do dzieła i zaplatamy warkoczyka. W celu uniknięcia nadmiernego obciążenia cebulek, włosów powinno być tyle samo co dreda. Warkoczyka możemy prowadzić do momentu aż skończą nam się naturalne włosy, lub tak jak ja - zapleść tylko kawałek a resztę puścić luźno. Końcówkę związujemy małą gumeczką recepturką. Ja swoje mam z empiku (urzekł mnie na nich cudowny napis "Create your imagination" :D). Kosztowały mnie jakieś 3 złote a jest ich w opakowaniu cała masa.



5. Tadaaaaa! Dred jest przyczepiony. Analogicznie postępujemy z kolejnymi do momentu aż nie skończą nam się włosy, lub po prostu do momentu kiedy uważamy że wyglądamy już wystarczająco zacnie :)



Zdjęcia poniżej przedstawiają efekt końcowy oraz warkocza którego bardzo lubię zaplatać z takiej ilości włosów :)


Wcześniej o doczepianiu dredów wspomniałam w tym poście. Od tego czasu zmieniłam jednak drastycznie technikę ich montowania i teraz mogę śmiało powiedzieć że doczepianie na warkoczyki nie szkodzi włosom, zakładając że jest wykonane poprawnie i nie nosimy ich długo. Jeśli chodzi zaś o doczepianie dredów na dłużej (np. miesiąc), polecam zajrzeć na bloga mojej kumpeli z Medeiny, Marleny, która lubi śmigać w kolorowych włosach na co dzień.

***
 
A jak Wam podobają się dredy?
Zdecydowalibyście się nosić na co dzień lub chociaż raz doczepić na próbę?
Recenzja kremów Sylveco - czyli dlaczego naturalna pielęgnacja nie zawsze nam pasuje.

Recenzja kremów Sylveco - czyli dlaczego naturalna pielęgnacja nie zawsze nam pasuje.

Ostatnimi czasy stwierdziłam, że chciałabym przestawić się na naturalną pielęgnację twarzy i ciała. Zbiegło się to akurat ze skończeniem mojego obecnego losowego kremu z Rossmanna, więc postanowiłam poszukać czegoś bardziej naturalnego. Wybór padł na serię Sylveco i (na szczęście) przed kupnem wersji pełnowymiarowej, zdecydowałam się na próbki. Paradoksalnie nie pamiętam żeby jakikolwiek nowy krem mnie uczulił czy zrobił coś niedobrego mojej buzi. Zwykle mazidła kupowane w Rossmannie sprawdzały się całkiem dobrze, nigdy nie brałam też próbek. W przypadku tej serii stało się niestety inaczej.

 
Moja skóra twarzy jest naczynkowa i mieszana - przetłuszcza się lekko na nosie i brodzie, poza tym jest normalna, czasem zdarza się jej przesuszyć. Mam skłonność do niedoskonałości i zapychania więc zależało mi na lekkiej konsystencji, która będzie przede wszystkim nawilżać, bo dość często mam problem z suchymi skórkami. Po za tym, mam niecałe 22 lata więc w tym wieku nie potrzebuję jeszcze wzmożonej pielęgnacji.

Czemu seria Sylveco okazała się dla mnie częściowym niewypałem?
Zapraszam do recenzji poniżej!

Sylveco - łagodzący krem pod oczy




Skład:
Woda, Olej z pestek winogron,  Olej sojowy, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Skwalan, 
Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu, Olej arganowy, Kwas stearynowy, Alkohol cetylostearylowy, Ekstrakt ze świetlika łąkowego, Ekstrakt z chabru bławatka, Witamina E,  Betulina, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy,  Lupeol, Kwas oleanolowy 

Opinia:
Bardzo wydajny - na pokrycie całej okolicy oczu starcza go naprawdę odrobina. Szybko się wchłania i zauważalnie poprawia nawilżenie okolic oczu.
Mam wrażenie, że "wypełnił" mi nieco dolinę łez. Świetnie sprawdził się też pod makijaż. Mam tendencję do tłustej powieki a ten krem świetnie sobie z tym radzi, nie wzmaga przetłuszczania. Nie uczula, nawet przy przypadkowym wsadzenia sobie odrobiny kremu w oko, nie mam ochoty go sobie wydłubać, jest bardzo łagodny.
Mój absolutny hit a zarazem pierwszy krem pod oczy, dlatego może też jest to powód mojego zachwycenia efektem.


Sylveco - lekki krem rokitnikowy





Skład:
Woda, Olej z pestek winogron, Olej sojowy, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Olej rokitnikowy, Masło karite (Shea), Stearynian glicerolu, Olej arganowy, Olej jojoba, Kwas stearynowy, Alkohol cetylostearylowy, Alkohol benzylowy, Betulina, Witamina E, Ekstrakt z aloesu, Alantoina, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy, Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, Lupeol, Kwas oleanolowy, Kwas betulinowy 

Opinia:
Lekka konsystencja która szybko się wchłania, ale zostawia na skórze uczucie satynowej powłoczki. Buzia nie jest tłusta i się nie świeci ale zdecydowanie czuć że jest na niej jakiś ochronny film, mimo tego, że jest niewyczuwalny pod palcami. Krem ma intensywnie żółty kolor i przyjemny zapach.
Po 2 dniach stosowania musze stwierdzić, że nie nawilżył mi skóry. Pozostawia warstewkę ochronną i czuć że się wchłania, ale niestety bardzo szybko pojawiły się suche skórki i skóra po umyciu jest lekko ściągnięta, co zdarza mi się baaardzo rzadko.
Po trzecim dniu stosowania na buzi miałam istny Meksyk - wysyp niedoskonałości, łuszcząca się miejscami skóra, brak jakiegokolwiek nawilżenia. Buzia była jednocześnie przetłuszczona i przesuszona, wyglądała strasznie i czuć było mocne ściągnięcie.
Zdecydowanie nie polubiłam się z tym kremem i mimo jego cudnego zapachu nie mam zamiaru więcej z nim eksperymentować.

Na szczęście udało mi się opanować ten stan wykonując peeling z korundem, a następnie używając bardzo mocno nawilżającej maski.


Sylveco - lekki krem brzozowy z betuliną




Skład:
Woda, Olej z pestek winogron, Olej sojowy, Ksylitol, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Masło karite (Shea), Olej arganowy, Olej jojoba, Kwas stearynowy, Alkohol cetylostearylowy, Alkohol benzylowy, Betulina, Witamina E, Ekstrakt z aloesu, Alantoina, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy, Ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, Lupeol, Kwas oleanolowy, Kwas betulinowy

Opinia:
Mam wrażenie, że swego czasu był to hit blogosfery. Polecany na większości blogów niestety u mnie sprawdził się jeszcze gorzej od rokitnikowej wersji. Już po jednym użyciu buzia wołała o pomoc. Pojawiło się ściągnięcie i taka lekka "skorupa" z suchej skóry, co swoją drogą jest dość ciekawe bo nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam. Nie odczułam żadnego nawilżenia, krem zadziałał wręcz odwrotnie. Znowu miałam wrażenie, że jest jakaś warstewka ochronna, ale nic poza tym.
Jestem zdecydowanie na nie.

***

Reasumując:

Krem pod oczy jest moim absolutnym hitem i już zaopatrzyłam się w pełnowymiarową wersję produktu. Mogę go Wam szczerze polecić, jeśli nie zmagacie się z dużymi zmarszczkami i jest to Wasz pierwszy tego typu produkt.

Jeśli zaś chodzi o kremy do twarzy - jestem na nie. Nie odnotowałam żadnego nawilżenia, a moja skóra zareagowała na nie bardzo źle. Zauważyłam za to wzmożone przetłuszczanie, przesuszenie, zapchanie i suchą skorupę, więc po swoich doświadczeniach - nie polecam.
Mimo to, czytałam wiele pozytywnych opinii więc jeśli się wahacie to po prostu poproście w aptece o próbkę i sprawdźcie czy na Waszej buzi zda egzamin ;)

***

Mieliście jakieś doświadczenia z kremami Sylveco?
A może chcecie polecić mi inną naturalną serię która zadbałaby o wysoki poziom nawilżenia skóry?
Szalony kapelusznik - steampunk na co dzień vol 1.

Szalony kapelusznik - steampunk na co dzień vol 1.

Chciałabym zaprosić Was na serię stylizacyjnych postów która co jakiś czas będzie przewijała się na  blogu. Nie będę opierać ich tylko na steampunku, bo mimo że bardzo lubię ten styl to ubieram się też w troszkę inny sposób. 
Na dobry początek przedstawiam Wam szalonego kapelusznika, czyli nadruk na koszulce odwzorowany w stroju. Cylinder, okulary, zębatki - taka trochę kapeluszocepcja :)




Torebka - Restyle, Buty - Altercore, Koszulka - Restyle (obecnie niedostępna), Cylinder - Restyle, Okulary - Black Garden (sklep już nie istnieje).

Zdjęcia wykonane i edytowane przez moją genialną koleżankę Anetę Muszkiewicz (Brinnan).
Steampunk na co dzień - dlaczego niektórzy ubierają się inaczej?

Steampunk na co dzień - dlaczego niektórzy ubierają się inaczej?

Alternatywna moda towarzyszyła mi od dawna.
Czuję się zwyczajnie źle w "normalnych" ciuchach, jasnych dżinsach, prostych koszulach i balerinach. Nie podoba mi się taki styl i nie lubię wyglądać podobnie do większości miasta.
Nie zrozumcie mnie źle, uważam, że każdy ma prawo ubierać się tak jak chce oraz jak mu wygodnie i nic mi do tego. Jednak tworząc tego bloga, chciałabym pokazać istnienie też trochę bardziej alternatywnego świata.
Stąd też pojawił się pomysł dzielenia się tym co trafia w moje gusta, bo jest to jednak jakaś odmiana od większości blogów urodowych, na których dziewczyny ubierają się i stylizują ładnie ale podobnie. Wybaczcie, mnie to nie przekonuje :)

Dlatego też będę tworzyć miejsce w sieci w którym znajdziecie zarówno wskazówki jak dbać o urodę jak i elementy świata alternatywnego - wcześniej już wspomnianego tańca Tribal Fusion, stylu steampunk, trochę mojej twórczości malarskiej i ogólnie zbioru wszelakich wesołości :)

Zapraszam Was do zapoznania się z jednym z moich ulubionych stylów alternatywnych, o którym wspomniałam już w pyrkonowym wpisie.


Czym jest Steampunk?
___________


Jest to surrealistyczny nurt w kulturze przedstawiający rewolucję technologiczną, która ma miejsce w epoce wiktoriańskiej. Czyli łopatologicznie rzecz ujmując - do stylu z klimatu wieku pary (surdutów, cylindrów, gorsetów, obszernych sukienek) dodajemy duże zainteresowanie technologią, które prowadzi do powstawania nowych wynalazków. Mieszamy te dwie rzeczy ze sobą i otrzymujemy steampunk!



Gdzie kupić?
___________


Sam steampunk interesował mnie od dawien dawna, bardzo podobały mi się ubrania w tym klimacie, ale niestety w sieciówkach nie było nic co mogłoby choć trochę nawiązywać do tego stylu. Z Chin nigdy nie zamawiałam, a żeby skomponować taki strój kupując z rockmetalshopu musiałabym chyba sprzedać nerkę.

Jeśli tak jak ja, kupujecie póki co tylko z polskich stron, mogę szczerze polecić poniższe sklepy:

Restyle

Mój absolutny faworyt. Pierwsze bluzki kupiłam tam ponad 3 lata temu i noszę je do dzisiaj - są w fantastycznym stanie. Żaden nadruk nie sprał się nawet w najmniejszym stopniu.
Poza tym - gorsety, torebki, rękawiczki, okulary, nakrycia głowy, paski i mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Wiadomo, że są rzeczy które mają lepszą i gorszą trwałość, ale na chwilę obecną z całej masy rzeczy które zamówiłam, jestem jedynie mniej zadowolona z brązowych rękawiczek - bo mają bardzo cieniutki materiał. Poza tym cuda, wianki (takie fantastyczne z rogami) i polecam!


Papercats

Mniej klimatu pary, więcej słodkości. Bluzy z kocimi uszkami to moje ukochane itemki. Mam dwie, noszę od 4 lat i jestem zachwycona. Wiadomo, że po dłuższym czasie kolor lekko blaknie ale jak na taki staż, są w doskonałym stanie (materiał nie zmechacił się w żadnym miejscu!). Ponadto gorsety! Papierkoty mają je fenomenalne - tanie, bardzo dobre jakościowo i świetnie modelujące. Szczerze mówiąc mam wrażenie że są jednymi z najlepszych na polskim rynku razem z:


Rebel Madness

Kolejna strona z przepięknymi i bardzo dobrymi jakościowo gorsetami. Dodatkowo bolerka i spódnice. Mimo, że nie kupiłam jeszcze nic z ich strony to miałam okazję zmacać większość gorsetów na Pyrkonie i jestem zachwycona - są przepiękne, świetnie wykonane, dobrze redukują i jak się okazało, bardzo wygodne - moja koleżanka kupiła i zachwala. Ja niestety nie miałam tej przyjemności bo nie było mojego rozmiaru :<


Glovestar 

Bardzo fajne dodatki biżuteryjne, upolowałam tam kameę oraz ażurowe rajstopy :)



Gdzie można się tak ubrać?
___________



Jeśli mamy w planie pełen strój z rozłożystą spódnicą, gorsetem i milionem fikuśnych dodatków, to polecam zostawić go na specjalne okazje z kategorii Pyrkon, Castle Party, Woodstok, Halloween czy po prostu inne imprezy.

W przypadku normalnej bazy (np. spodnie) - dla mnie wszędzie, ale ja pochodzę z kategorii osób dziwnych i nie ma dla mnie nic nienormalnego w noszeniu cylindra na co dzień. Jedyne z czego rezygnuję to gorset, ale jest to tylko i wyłącznie kwestia wygody - zwykle siedzę w pracy w pogięty sposób i jest mi zwyczajnie lepiej bez konstrukcji pilnującej żebym miała ciągle proste plecy.

Żeby nie zostawiać Was tylko z mglistymi wyobrażeniami o tym jak można ubrać się na co dzień w alternatywny sposób, poprzebierałam się trochę, żeby pokazać Wam jak wygląda mój styl codzienny w wydaniu steampunkowym.
Baza każdego mojego stroju, niezależnie czy w klimacie wieku pary czy bardziej zwyczajnym,  jest taka sama - całość utrzymana jest głównie w czarnym kolorze, na nogach rajstopy, zakolanówki i krótkie spodenki. Zmienia się jedynie góra i dość rzadko dół (czasem mnie poniesie i zdarzy mi się założyć spodnie).



Jeśli zaś chodzi o bardziej złożony stój, na większe okazje (chociażby na ostatni Pyrkon) pojawi się niebawem w osobnym poście.

***

Nie odbierzcie proszę tego wpisu jak wpadnięcie w skrajność przez chęć bycia innym niż wszyscy. Na prawdę bardzo mi wszystko jedno co noszą inne osoby, póki nie starają mi się wciskać w gardło swoich przekonań o tym jak POWINNAM wyglądać. Nie krytykuję innych za ubieranie się na jedno kopyto, jedynie stwierdzam, że mi się to nie podoba i to nie dla mnie ;)

Jednak mimo tego, że mam jakieś swoje przekonania to nadal potrafię się ubrać stosownie do sytuacji i na przykładową rozmowę kwalifikacyjną nie pójdę w śmiesznej koszulce z nadrukiem, tylko dlatego że w jakiś sposób zasygnalizuję swój styl. Na oficjalne sytuacje można się również ubierać alternatywnie ale i z klasą ;)

Mimo to, muszę przyznać, że dzięki czytaniu "normalnych" blogów, udało mi się rozwinąć swoje poczucie estetyki. Teraz już wszystkie elementy mojego otoczenia nie muszą być koniecznie w ciemnym kolorze, a nawet udało mi się kupić biały sweter. Możecie się śmiać, ale dla mnie to niezły progres, bo przez ostatnie kilka lat jedynym białym elementem w mojej szafie było prześcieradło (ale i tak jakiś czas temu zmieniłam je na czerwone :D).

***

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii odnośnie ubierania się tak na co dzień, więc zapraszam do komentowania.
Chciałabym również zapowiedzieć nową serię na blogu - z alternatywnymi stylizacjami. Pierwszy pojawi się niebawem, pozostańcie czujni! :)

Aktualizacja stanu paznokci po dwóch tygodniach pielęgnacji.

Aktualizacja stanu paznokci po dwóch tygodniach pielęgnacji.

Niedawno pisałam o tym jak zdejmowanie hybryd wpłynęło negatywnie na moje paznokcie.
Przez ostatnie dwa tygodnie walczyłam dzielnie o poprawę ich stanu i muszę stwierdzić że widać kolosalną różnicę między odrośniętą płytką, a tą na którą była nakładana hybryda.

Paznokcie urosły mi średnio 3-4mm, licząc razem z kilkoma dniami kiedy miałam na nich ostatnią hybrydę. Podczas ostatnich 2 tygodni uparłam się ich nie malować żadnymi lakierami (z powodu leczenia początków onycholizy) i zawzięcie wcierać olejki. Dodatkowo piłowałam je do zera za każdym razem kiedy odrastały. Dopiero kilka dni temu dałam im lekko urosnąć.
Zdjęcia robione były 3 kwietnia.

Na zdjęciu poniżej widać w jakim stanie jest odrośnięta płytka (różowa, bez przebarwień) i jak wyglądają paznokcie po cotygodniowym używaniu hybryd (odbarwione z licznymi śladami naprężeń).



Czego używałam?
___________

1. Olejek rycynowy - w ciepłej kąpieli wodnej, 5-10 minut - raz dziennie
2. Olejek rycynowy - codziennie rano na 15 minut i czasem wieczorem na noc. Przeczytałam, że to najlepszy wspomagacz domowej walki z onycholizą i sprawdził się w tym celu całkiem nieźle.
3. Regenerum - codziennie około 5-10 razy. Po upływie 1,5 tygodnia zdążyłam zauważyć, ze o ile  działa on na pazurki bardzo fajnie, to mam wrażenie że nie radzi sobie zupełnie ze skórkami, nawet wspomagane kremem.
4. "Pink Shine" masełko do manicure - nabyłam je lokalnie w sklepie Silcare i przez ostatnie kilka dni sprawdziło się bardzo fajnie. Nabłyszcza paznokcie i zmiękcza skórki - stosuję je około 5 razy dziennie.



Co poszło nie tak?
___________

Mimo wzmożonej pielęgnacji, nie przestałam jednak być sobą. Czyli w trakcie ostatnich dwóch tygodni zrobiłam sobie w paznokcie prawie każdą krzywdę jaką tylko mogłam sobie zrobić. Udało mi się naderwać, uciąć, uderzyć i prawie zmiażdżyć co niektóre moje paznokcie, nie wspominając już o przypadkowym odrywaniu skórek w czterech palcach po kolei, co kończyło się kilkudniowym bólem (x4). Koniec końców jednak wszystkie moje paznokcie przeżyły i mimo niesprzyjających okoliczności, mają się całkiem nieźle. Nie udało mi się ich za to rozdwoić ani złamać, ale w sumie mam na to jeszcze (odpukać) 3 dni....
Edit: przed dodaniem posta udało mi się jeszcze poparzyć :D


Co dalej?
___________

Nie ukrywam, nie będę czekała 1-2 miesięcy aż mi paznokcie odrosną całkowicie, zwłaszcza, że mam w perspektywie kilka wyjazdów, na których dobrze byłoby zabezpieczyć płytkę. Dlatego w związku z samym Pyrkonem i planowaną steampunkową stylizacją chciałabym wrócić do hybryd w tym tygodniu, ale na innych zasadach niż wcześniej :)

1. Zmiana bazy i topu - zaopatrzyłam się w produkty marki NeoNail. Po przeszukaniu internetów w celu znalezienia najłatwiej schodzącej w acetonie hybrydy, natrafiłam na dużo pozytywnych opinii o tej firmie, więc mam zamiar ją przetestować. Zależy mi na tym, żeby lakier się długo trzymał, łatwo się ściągał i żeby jasne kolory nie brudziły się (dlatego postawiłam na top sunblocker).

2. Czas noszenia - wcześniej nosiłam manicure średnio tydzień. Zdarzało się, że nosiłam go dłużej, ale działo się to na prawdę rzadko. Tym razem dwa tygodnie to dolna granica i nie mam zamiaru ściągać nic wcześniej - aceton zapoczątkował u mnie onycholizę i nie chcę żeby postępowała ani żeby powróciła.

3. Robienie przerw - co miesiąc, tygodniowa lub dłuższa przerwa w stosowaniu hybryd. Nakładanie non stop mocnej chemii na paznokcie na pewno nie sprawi że będą zdrowsze. Jestem alergikiem, ale mimo to nie uświadczyłam żadnej niepożądanej reakcji alergicznej po kilkumiesięcznym używaniu Semilaca. Chciałabym żeby tak zostało więc mam zamiar zminimalizować ryzyko wystąpienia uczulenia.


Wiem, że moje paznokcie nie są jeszcze w idealnym stanie. Ale mimo zniszczeń jakie spowodowały hybrydy, mają się całkiem dobrze. Są twarde, nie rozdwajają się, onycholiza nie postępuje, a po raz pierwszy od kilku lat, nie mam ich pomalowanych przez ponad 2 tygodnie :) Zwykle brak lakieru kończył się u mnie pogorszeniem stanu płytki, tym razem stało się wręcz odwrotnie dzięki wzmożonej pielęgnacji.


W środę lub czwartek mam zamiar coś na nich zmajstrować i niebawem możecie spodziewać się nowego manicure :)

***

Jak podoba Wam się efekt jaki udało mi się osiągnąć?
W jakim stanie są Wasze paznokcie po stosowaniu hybryd?