Jak dbam i niszczę moje włosy?

12/25/2015

Witajcie w ten śliczny świąteczny poranek :)  

Tym razem czas na  mała odskocznię od tematyki lakierów hybrydowych ponieważ chciałabym wam przedstawić moje włosięta.  

Czytelnicy - włosięta - poznajcie się! 
  
Włosy pofalowane po kilkugodzinnym warkoczyku - zdjęcie w sztucznym świetle.


Od prawie 2 lat jestem ruda i uwielbiam ten kolor. Czasem kusi mnie jednak powrót do czerwieni lub zmiana lub fiolet. Mimo niezdecydowanej natury, koniec końców gdy na moje włosy pada światło słoneczne i mogę podziwiać całą masę miedzianych drucików spoczywających na ramionach i mieniących się każdym odcieniem rudości jaki tylko można sobie wyobrazić, myśl o zmianie koloru odchodzi w zapomnienie.  

Niestety rude pukle mają też wady. Przede wszystkim, żeby je uzyskać muszę używać chemicznych farb w celu rozjaśnienia mojego naturalnego odrostu (który jest dość ciemny i henna mu nie podoła). Mimo, że staram się farbować tylko odrosty i dodatkowo zabezpieczam włosy w tym czasie olejem, nadal znacząco odbija się to na ich kondycji.  
  
Dodatkowo występuję razem z moim tribalowym zespołem Medeina więc przynajmniej raz w miesiącu katuję swoją głowę doczepiając syntetyczne dredy na gumki recepturki. Wiem, jestem straszna.  



  
Mimo tych dość destrukcyjnych zabiegów staram się dbać o włosy najlepiej jak tylko potrafię. Są one dość cienkie i delikatne dlatego walczę o zagęszczenie ich i wzmocnienie.  
Pielęgnacja którą stosuję jest dość prosta i systematyczna, mimo sporej ilości kosmetyków.  
Jak to robię?

Olejowanie
___________ 

Codziennie olejuję włosy na noc. Jest to absolutna podstawa i moja psychika czuje się źle gdy o niej zapominam lub jestem zbyt zmęczona żeby zaaplikować olej.  
Używam do tego celu głównie oleju kokosowego rafinowanego i olejku Babydream dla dzieci (Babydream fur Mama, tak osławiony we włososferze zupełnie mi nie podszedł mimo teoretycznie lepszego składu). Obecnie zaczynam testować olej z pestek dyni.





Mycie metodą OMO
___________ 

De facto zamiast odżywek używam litrowych masek kallosów (miłość bardzo), ale niech już zostanie że to OMO miast MMM :) Moje ulubione szampony to wszystkie Alterry oraz Babydream. W związku z tym, że moje włosięta nie przepadają za SLS staram się ich unikać jak tylko mogę. Jakiś czas temu przez tydzień myłam włosy zwykłym szamponem (Garnier Ultra Doux Żurawina i olejek arganowy) i zdecydowanie nie chciałabym znowu mieć na głowie tego co miałam po tym szamponie. Z resztą z każdym innym sytuacja wygląda tak samo - włosy są posklejane, pozbawione życia i przyklapnięte. Dodatkowo raz w tygodniu usuwam nadbudowane silikony zwykle używając szamponu Barwy lub ziołowego Radicala.  


Serum na końcówki
___________ 

Codziennie zabezpieczam włosy serum silikonowym. Serio, codziennie.  Raz może na przełomie kilku ostatnich lat był jakiś dzień w którym tego nie zrobiłam, bo akurat nie miałam serum.  
W tym celu używam od niedawna sławnego już Mythic Oil w wersji Colour Glow Kupiłam go w sierpniu za 40zł, mamy grudzień a stan buteleczki prezentuje się następująco : 



Produkt jest niesamowicie wydajny i bardzo dobrze się sprawdza. 
Bardzo lubię też serum wzmacniające z Biovaxu A+E, ale zużywam je dużo szybciej niż bym chciała więc chwilowo z niego zrezygnowałam.


Wcierki
___________

Staram się w miarę regularnie je stosować. Podkreślam że się staram bo zwykle jest tak że przez tydzień wcieram codziennie, a potem mam miesiąc przerwy.  

Moją ulubioną wcierką jest ta z kozieradki i lubię ją nie tylko dlatego, że mogę pachnieć jak mały kurczak. Mój facet też to uwielbia, bo kto by nie chciał przytulać małych uroczych kurczaków?  
Poza tym wcierka ma jeszcze dwie bardzo duże zalety, ponieważ hamuje wypadanie włosów i to bardzo skutecznie oraz sprawia że pojawiają się w sporej ilości małe antenki zwane babyhair.  
Nic tylko wcierać! 

Dodatkowo na przyspieszenie porostu włosów świetnie u mnie zadziałała wcierka Jantar, ale jej używanie było drogą przez mękę. Zwłaszcza przy końcówce produktu, gdzie jedyną skuteczną opcją było pukanie się butelką po głowie w momencie braku atomizera. Na szczęście wpadłam na pomysł że można ją też aplikować strzykawką więc w niedalekiej przyszłości wypróbuję też ten sposób.  
  

Szczotkowanie
___________

To zdecydowanie temat na osobny wpis, ale w skrócie mogę powiedzieć, że jestem wielką fanką szczotki Tangle Teezer której używam już nieprzerwanie od około 2 lat. Czasem używam też szczotki z włosia dzika, która chyba powinna zagościć trochę częściej w mojej pielęgnacji biorąc pod uwagę stan końcówek.  



Fryzura 
___________ 

Na co dzień noszę włosy spięte w luźnego warkocza, tą samą fryzurę preferuję tez do snu. Bardzo lubię efekt fal który potrafię w ten sposób uzyskać i jestem wielką fanką kręconych włosów - na górnym zdjęciu ten efekt uzyskałam właśnie warkoczykiem.
Oczywiście jak na złość włosy mam teraz proste, a jeszcze kilka lat temu w czasach gdy namiętnie prostowałam 2 razy dziennie, posiadałam piękne fale. Taka typowa kobiecość. 

Za to ze smutkiem muszę przyznać, że żadna z odmian koczka ślimaczka nie przynosi u mnie pozytywnych rezultatów.  

Zawsze po rozpuszczeniu wyglądam jakbym miała na głowie połamaną miotłę zrobioną z gałęzi, która przed momentem miała bliskie spotkanie trzeciego stopnia z kosiarką.  
Po prostu nie działa, więc jeśli ktoś ma jakąś radę co mogłabym zrobić żeby uzyskać piękne fale po takim koczku byłabym bardzo wdzięczna :) 

*** 


Na razie to tyle o moich rudych puklach. W niedalekiej przyszłości chciałabym przedstawić wam moją włosową historię, która ukaże wszystko przez co musiały ze mną przejść moje włosięta a nie byłam dla nich łaskawa :)  


Iiiii na koniec mały spojler nowych pazurków o których więcej już wkrótce ;3





Wesołych Świąt!

Polecane

8 komentarze

  1. Niestety moje włosy też nie chcą się kręcić ani po koczku ani na żadne inne metody bez ciepła; d tylko lokówka daje im radę :<
    TT spróbuj odstawić na jakiś czas, bo on też może niszczyć włosy, co stało się u mnie i u wielu innych dziewczyn. A piszesz, że używasz go od 2 lat, więc może czas na małą przerwę ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie chciałabym się przerzucić na samą szczotkę z dzika bo w sumie każda inna "normalna" może niszczyć włosy tak samo jak TT.
      Warkoczyk robi ładne fale, ale to nadal nie loki :P

      Usuń
  2. Jak skończy mi się mój olejek do zabezpieczania końcówek to chcę wypróbować ten który prezentujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo jest bardzo wydajny i dobrze wygładza :)

      Usuń
  3. Ja spryskuję włosyodżywką w sprayu i skręcam włosy wokół własnej osi i tak samo związuję koczka :)
    Obserwuję, bo uwielbiam rude kobitki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę wypróbować tą metodę ze sprejem, może da mi radę :)
      Dziękuję!

      Usuń
  4. Ja nie pokochałam słynnej TT i mam mieszane uczucia co do tej szczotki. Uzywam jej do końcowego wygładzenia. Pazurki śliczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! TT jest dość specyficzna ale moje włosy akurat zbawiła na początku włosomaniactwa :)

      Usuń

_________________________
Dziękuję za Wasze komentarze, bo motywują mnie do dalszej pracy nad rozwojem bloga :)
Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie - piszcie śmiało!