Żel lniany

11/27/2015


Witam :) 
 

Wystartowanie z własnym blogiem chodziło za mną od dłuższego czasu i irytująco kuło mój mózg przypominając o sobie średnio dwa razy w tygodniu. W końcu dokuło ten element mojego jestestwa co trzeba i oto jestem! 
 
Na szczęście nad tematyką nie musiałam się długo zastanawiać - będzie to blog urodowy, do którego dołączę elementy moich zainteresowań takich jak taniec Tribal Fusion, Steampunk i malarstwo 
 
Chciałabym wypełnić to miejsce pozytywną energią i dzielić się tu moimi tworami :) 
Żeby nie przedłużać, zaczniemy od czegoś typowo włosowego (jako że mam niemałą obsesję na punkcie swoich rudych pukli), czyli pytania: 
 
Co wygląda jak śluz kosmity i wywołuje przerażenie na twarzach otoczenia?

 

Mowa o siemieniu lnianym (potocznie glutku) 
___________  
 
Ten nieodłączny towarzysz mojej walki o piękne włosy jest prawdziwym zbawieniem w przypadku przesuszenia a nawet codziennej pielęgnacji nie tylko włosów ale też i ciała - sprawdza się doskonale jako maseczka na paznokcie, łagodzi podrażnienia skóry twarzy i jest uznanym suplementem diety.  
 
Sposób przygotowania go jest zawsze taki sam - na 250ml wody wsypuję 1 łyżkę stołową siemienia i gotuję do czasu uzyskania odpowiedniej konsystencji. 
 
 
Osobiście, dla tzw. "glutka" znalazłam 4 rozwiązania.
 
1. Olejowanie na żel lniany  
Wieczorem, na suche włosy nakładam żel, w dość sporej ilości (ale nie takiej żeby włosy były mokre!), pozwalam mu wyschnąć i na całość nakładam olej (najchętniej Bbaydream) rano zmywam metodą OMOO. W ten sposób dostarczam włosom zarazem emolientów i humekantów.  
 
 
2. Odżywka b/s  
 
Nakładam żel lniany na włosy w momencie kiedy wysuszone i ogólnie źle wyglądają, - od ucha do końca długości, w niewielkiej ilości i pozwalam wyschnąć, po czym rozczesuję włosy szczotką z włosia dzika - dzięki temu lepiej nawilżone i łatwiej mi zwalczyć przesusz - zwłaszcza ten pohennowy.  
 
 
3. Laminowanie żelem lnianym  
 
Przyznam że ta metoda najmniej się u mnie sprawdza - nakładam żel lniany w dużej ilości i trzymam w cieple, pod czepkiem i turbanem, przez 30-40min po czym spłukuję. Szczerze mówiąc nie widzę znacznej różnicy przed a po laminowaniu, ale zabieg ten nie ma też negatywnego wpływu na moje włosy - jedynie troszkę bardziej nawilżone. 
 
 
4. Hennowanie na żel lniany  
 
Zależy mi na intensywnym rudym kolorze, który uzyskiwałam rozrabiając hennę jedynie z sokiem z cytryny ale ta metoda bardzo przesuszała mi włosy - po hennowaniu miesiąc temu walczyłam z przesuszem przez tydzień. Dlatego właśnie teraz zdecydowałam się na zastąpienie soku z cytryny żelem lnianym i był to strzał w dziesiątkę. Trzymałam hennę na włosach przez 4h, po jej zmyciu były poplątane i przesuszone więc przy schnięciu znowu nałożyłam glutka. Teraz dużo łatwiej jest mi walczyć z przesuszeniem a kolor jest rudy i piękny. 
 
___________ 
 
Reasumując: 
 
Żel lniany to jeden z moich ulubionych produktów do stosowania na włosy, jest tani, wydajny, naturalny i jestem jego wierną fanką. Pamiętajcie tylko o tym żeby humekanty stosować przy odpowiednim punkcie rosy, żeby nie skończyć z miotłą na głowie :) 
 
 *** 
 
P.s:  
Jako że ostatnio mam niemałą obsesje na punkcie maniucure hybrydowego I mam rosnącą potrzebę posiadania (prawie) wszystkich hybryd świata, w najbliższym czasie planuję instrukcję przedłużania pazurów za pomocą Semilac Hardi, bon a tej marce najlepiej mi się pracuje.  

Polecane

4 komentarze

  1. O stosowaniu siemienia bezpośrednio na włosy jeszcze nie słyszałam :) na pewno wypróbuję!

    Blondynka Potrafi blog

    OdpowiedzUsuń
  2. siemie lniane przesusza moje włosy ! zazdroszczę wszystkim, którzy nie mają tego problemu , widzę efekt u mojej siostry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś pewna, że przesusza? Może musisz sprawdzić punkt rosy żeby nie wylądować z puchem na głowie? w końcu to humekant :)

      Usuń

_________________________
Dziękuję za Wasze komentarze, bo motywują mnie do dalszej pracy nad rozwojem bloga :)
Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie - piszcie śmiało!