Witchy fair

Witchy fair

Zgadnijcie kto wrócił! 
Mam kilka paczek zdjęć i wpadła mi recenzja całkiem ciekawych kosmetyków z konopii (hehehe) więc uznałam, że dobrze byłoby trochę zreaktywować bloga.
Nie chcę obiecywać Wam regularnych postów, bo raczej ich nie będzie, ale bardzo chciałabym trzymać wszystkie zdjęcia z sesji gdzieś w kupie, bo lubie sobie czasem popatrzeć na jakiś progres ;)

Na regularny content zapraszam na mojego >Instagramaa póki co łapcie zdjęcia poczynione na Jarmarku Augustiańskim w Szczecinie, na którym miałam przyjemność występować razem z Medeiną :3


Fociła niezastąpiona Brinnan Photography
Winter velour

Winter velour

Jestem ostatnio kompletnie zakochana w materiale jakim jest welur.


Wiele lat bardzo go nie lubiłam i kojarzył mi się strasznie tandetnie, ale kiedy miesiąc temu dorwałam pierwszą bluzkę z tego materiału - pokochałam go całym serduszkiem. Wtedy już wiedziałam ze reszta weluru świata musi być moja.
Obecnie moją kolekcję zasilają jedynie 3 rzeczy, ale zawsze to dobry początek.

Spodenki dorwałam w Missguided.com ale chyba już ich nie ma :c


I nie, nie było mi zimno.
Godzinny trening interwałowy + 2 pomysły na lekkie obiady

Godzinny trening interwałowy + 2 pomysły na lekkie obiady

Czas na pierwszy dzień wycisku, który obiecałam Wam wczoraj - czeka nas godzina ćwiczeń, po których obiecuję, że się spocicie. 


Będą nam potrzebne:
- 2 ciężarki ok 1,5kg lub 2 butelki wody
- zwykły ręcznik lub matę, na której będziecie się mogli położyć
- dobry sportowy stanik
- buty z amortyzacją, ale jak się uprzecie to można i na boso (ale zdecydowanie nie polecam)



Ćwiczenia, które tu znajdziecie nie pozwolą Wam odpocząć, ale będą między nimi przerwy (i to nawet takie na oddychanie!). Zadbałam o to, żeby tempo nie spadało więc mam nadzieję, że Wam się spodoba i nie przerazi Was długość pierwszego treningu, bo będzie on trwał równo godzinę!

System:
10 min cardio na rozgrzewkę
10 min ćwiczeń klatki piersiowej z małym obciążeniem (tu przewijamy do części z ćwiczeniami i robimy wszystkiego 3 serie po 15 powtórzeń)
10 min cardio na podniesienie ciśnienia
10 min ćwiczeń mięśni brzucha
10 min cardio żeby znowu podnieść ciśnienie (w końcu leżeliśmy na podłodze)
10 min ćwiczeń mięśni nóg
 x min dochodzenia do siebie leżąc na podłodze.



Przez ułożenie interwałów unikniemy efektu spocenia, a potem odpoczywania na treningu, które jest moją nieustanną zmorą podczas ćwiczenia na siłowni.

Otóż - bardzo rzadko się pocę, jedyne co jest mnie w stanie do tego skłonić to cardio, którego długo nie lubiłam. Ćwiczenia za to starałam się zaczynać od ok 10-15 min na bieżni lub orbitreku z którego schodziłam zlana potem. Później siadałam na maszyny i wyciskałam trochę nóg, trochę brzucha, to znowu trochę nóg. Ale poza ogólnym zmęczeniem, nie pociłam się wcale i jakoś niespecjalnie czułam, że ćwiczę, mimo sporych obciążeń.

Mam nadzieję, że taki system zadziała też na Was i przetrwacie zarówno trening jak i nadmiernie ucieszone instruktorki.

***


Co do jedzenia - uwielbiam dania lekkie i szybkie w przygotowaniu, najlepiej takie przy których brudzi się jak najmniej rzeczy. Pracując i studiując zaocznie nie mam zbyt dużo czasu na gotowanie, dlatego staram się ogarniać obiady do pracy jak najszybciej, ale żeby nadal były one smaczne.

Dziś mam dla Was dwie propozycje, które do przygotowania potrzebują około 15 minut.
Obie są na dwie osoby, lub na jedną - na dwa dni:


1. Kurczak w pomidorach z kaszą gryczaną

Potrzebujemy
1 puszki krojonych pomidorów
400g piersi z kurczaka
1 torebka kaszy gryczanej
łyżka oliwy, dwa ząbki czosnku, sproszkowaną słodką paprykę
przyprawy wg uznania

1. Gotujemy torebkę kaszy w garnku, odcedzamy
2. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy na nią pokrojonego w kostkę kurczaka i posypujemy przyprawami (ja używam mieszanki do gyrosa).
Wciskamy ząbek czosnku, podsmażamy aż kurczak jest w ok. 1/3 surowy.
3. Wlewamy puszkę pomidorów do kurczaka. Dodajemy dwie łyżki słodkiej papryki, sól, pieprz i dusimy pod przykryciem ok. 10minut. Mięso musi być dobre, ale nie przeciągnięte, bo inaczej następnego dnia będzie suche.


2. Kurczak z mozzarellą na poduszce ze szpinaku

Potrzebujemy
Torbekę zamrożonego, rozdrobnionego szpinaku (ok 400g)
400g piersi z kurczaka
1 kulka mozzarelli
Dwie łyżki oliwy, sól, pieprz, przyprawa do kurczaka (może być jakaś mieszanka)

1. W małym garnku (ale takim co pomieści cały szpinak) podgrzewamy łyżkę oliwy, wrzucamy zamrożony szpinak i mieszamy żeby się nie przypalił, do rozmrożenia.
Kiedy będzie już całkowicie rozmrożony dodajemy sól, pieprz i trochę przyprawy do kury (tyle ile wam odpowiada)
2. Doprawiamy mięso. Kroimy Mozzarellę w plastry.
3. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i kładziemy filety z kurczaka.
Kiedy z jednej strony będzie już odpowiednio podsmażony (ale nadal lekko biały) - przewracamy na drugą stronę. Od razu kładziemy na nim plastry mozzarelli i przykrywamy patelnię pokrywką, zmniejszamy gaz żeby był tylko połowiczny.
4. Czekamy aż kurczak sie usmaży, ale znowu - pilnujemy żeby go nie przeciągnąć, nie ma nic gorszego niż suche mięso.

Na koniec: kładziemy na talerzu szpinak, a na szpinaku kurczaka z rozpuszczoną mozzarellą.


Oba dania zostawiamy do wystudzenia i przekładamy do pojemniczków, albo jemy od razu albo robimy jedno i drugie ;)

Nowy rok, nowa ja vol1.

Nowy rok, nowa ja vol1.


Na początku chciałabym Was przeprosić za tytuł posta, ale totalnie nie mogłam się powstrzymać :D
Nie ukrywam, że gardzę tym stwierdzeniem, ale wydało mi się tu nad wyraz relewantne do nowej serii na blogu, z której nawet nie wiem co wyjdzie.



Założenie jest bardzo proste - chcę schudnąć (po raz 328463243683).

Tak się złożyło, że nawet od 4 tygodni udaje mi się inaczej jeść i trochę poćwiczyć, a w związku z tym, że to najdłuższy okres kiedy udało mi się coś takiego utrzymać - chciałabym też Was zmotywować.
Punktem zwrotnym była sytuacja kiedy w zeszłe wakacje zobaczyłam na wadze 64kg I TO BYŁA NAJWIĘKSZA LICZBA JAKA KIEDYKOLWIEK MI SIĘ POJAWIŁA. A po świętach było to już 68kg. No. Mam 160cm.

Obecnie ważę 64,7kg i od początku stycznia inaczej jem.
Przede wszystkim, staram się unikać pochłaniania czekoladek, przekąsek, lodów i wszystkich słodkich i kalorycznych rzeczy bez wyraźnej ochoty. Jeśli BARDZO chcę coś zjeść i cały dzień chodzi za mną ochota na czekoladę - to ją po prostu zjem, w jakiejś małej ilości, nie mam zamiaru się tutaj ograniczać i robić czegoś wbrew sobie. Z tym, że to musi być na prawdę ogromna ochota, a nie sięgnięcie z przyzwyczajenia.


Bez zbędnego przedłużania:

1) Będę wrzucać tu informacje o tym, co zjadłam przez cały dzień i jakieś fajne przepisy na obiady. Postaram się liczyć kaloryczność, ale nie obiecuję, bo tego nie lubię.

2) Skupiam się na domowej siłowni i będę będę umieszczać tu playlisty treningów do odtworzenia w Waszych 4 kątach. Nie przerażajcie się ilością ćwiczeń - nie musicie przecież robić wszystkiego.
Jakby mi ktoś wczoraj powiedział, że wytrzymam godzinę z niedorzecznie uśmiechającymi się Paniami z jutuba, to bym go chyba wyśmiała. A wytrzymałam.

3) Poza czystymi ćwiczeniami, będę się z Wami dzielić też tańcem! Jeden dzień w tygodniu chcę przeznaczyć na coś co mi się nigdy nie udało, czyli regularne ćwiczenie tribalu w domu. Możliwe, że jeśli w końcu zacznę się z tego jakoś mocniej rozliczać to skończy to jakoś sensownie.


Wybaczcie mi brak standardowych zdjęć dla tego typu akcji czyli przed i po, dokładnych wymiarów, zawartości tkanki tłuszczowej w organizmie, wagi mojej prawej nogi i lewej półkuli mózgowej. -  możliwe, że te informacje pojawią się z czasem, a jeśli ktoś chce zobaczyć jak wygląda moja sylwetka zapraszam do zakładki "Photo Shoots" ;) 
Póki co uraczę Was zdjęciami jakie najbardziej odpowiadają mojej estetyce, ale z czasem powinno się to zmienić. 


Jeśli wyłapiecie jakieś błędy, lub uznacie coś za interesujące - koniecznie dajcie mi o tym znać w komentarzach! 

***
To kto się do mnie przyłączy?
A jeśli ktoś - macie jakieś propozycje na mniej żenujący tytuł dla tej akcji? 

Jutro pojawi się pierwsza składanka z ćwiczeniami i obiadem, więc zapraszam!


Niezawodny sposób na podrażnienia po hybrydach

Niezawodny sposób na podrażnienia po hybrydach



Bohaterem dzisiejszego wpisu jest maść Bepanthen Plus. 


Zapewne niejedna z Was spotkała się z nieprzyjemnym swędzeniem, a nawet małą opuchlizną po zrobieniu hybryd. Jest to oznaka uczulenia, które mogło się pojawić przez kontakt lakieru z uszkodzonym naskórkiem i powinno zniknąć, kiedy skóra się zregeneruje.

U mnie zdarza się to, kiedy przy odnowie przejadę się niechcący pilnikiem po skórce i nieważne jak bardzo się nagimnastykuję przy malowaniu – uczulenie i tak wyjdzie, mniejsze lub większe. Swędzący palec potrafi BARDZO irytować, dlatego chcę się z Wami podzielić doskonałym sposobem na to, żeby znacząco przyspieszyć gojenie.


Sposób jest bardzo prosty – po skończeniu manicure myję dokładnie ręce mydłem i osuszam. Następnie skórki w okolicy potencjalnie zagrożonego paznokcia smaruję cienką warstwą tej maści – najlepiej na noc.

Uczulenie prawdopodobnie pojawi się i tak, ale dużo mniejsze, ale kiedy używam bepanthenu kilka razy dziennie, skóra goi się błyskawicznie.

Magiczną właściwość tej maści odkryłam podczas gojenia tatuażu – stwierdziłam, że skoro działa na rozległą ranę, to czemu nie miałaby na mniejszą? Od tej pory udaje mi się wyleczyć za jej pomocą praktycznie KAŻDE podrażnienie, nawet takie, które utrzymywało się wcześniej na skórze bardzo długo 


Testowałam też krem Bepanthen – ale on akurat nie przyspieszył gojenia. Oba produkty dostaniecie w aptece, to koszt około 19-30zł (zależy od apteki). 


***


Przed używaniem maści przeczytajcie jej skład, żeby upewnić się czy nie ma w niej drażniących Was substancji!  

Ahh no i pamiętajcie, że jeśli uczulenie występuje na większości paznokci, należy zdjąć hybrydy jak najszybciej zanim zejdą Wam same…razem z paznokciem ;) 

I ♥️ MakeUp -  Chocolate Orange. Swatche i pierwsze wrażenie.

I ♥️ MakeUp - Chocolate Orange. Swatche i pierwsze wrażenie.

Zapraszam Was dzisiaj na pierwsze wrażenie z nową paletką od I ♥️ MakeUp -  Chocolate Orange.

Chocolate Orange to jedna z najnowszych paletek od Makeup Revolution. Znajdziemy w niej 16 ciepłych ocieni, w tym 12 matów, 2 folie i 3 perły. Kolory mają doskonałą pigmentacje, co będziecie mieli okazję zobaczyć na swatchach i są bardzo przyjemne w dotyku - lekko mokre i satynowe, na pewno nie suche. 


Jako totalny rudzielec (kolor włosów odpowiada charaterowi) uwielbiam wszelkiego rodzaju ciepłe cienie, szczególnie te w tonacji pomarańczu i brązu. Ostatnio zapałałam również miłością do róży, więc to cudo zdecydowanie musiało pojawić się w mojej kolekcji. 

Wszystkie kolory zeswatchowane są na bazie od ArtDeco i zbudowane do zadowalającego krycia. Nie jest to pojedyńcze maźnięcie, traktowałam je tak jakbym normalnie kładła je na powieki, chcąc osiągnąć intensywność koloru.



To moja pierwsza "czekoladka" z serii, bo nigdy mnie do nich nie ciągnęło - uważałam, że ich cena jest pewnie adekwatna do jakości, ale nie wiedziałam nawet jak bardzo się myliłam. Cienie są baaaardzo przyjemne w dotyku i łatwo transferują się na pędzel.


Nie wiem tylko, czy dobrze się z nimi pracuje - niebawem wyczaruję jakiś reprezentatywny makijaż i na blogu pojawi się kolejny post - tym razem z makijażem, więc trzymajcie kciuki żeby udało mi się go dobrze sfotografowac! 


Wiem, że to już kolejna paleta w ciepłych barwach, która atakuje nasz rynek, ale totalnie kocham taką kolorystykę dlatego zupełnie mi to nie przeszkadza.

A Wy co o niej myślicie?
Powiększy Waszą makijażową kolekcję, czy nie? :)


Witchy and strega inspiration mix

Witchy and strega inspiration mix

W przerwie świątecznej miałam sporo wolnego czasu i niesamowicie jara mnie to, że w końcu mogę się realizować w ukochanych wiedźmowych klimatach. Dlatego po raz kolejny możecie zobaczyć mnie w tym wydaniu. 
Pomęczę Was trochę, a co!

Pod koniec zdjęć znajdziecie też kilka(dziesiąt) słów od autorki ;)


Osoby, które obserwują mnie od dawna (są tu takie? :D) mogły zauważyć, że mój styl od początku prowadzenia bloga dość mocno ewoluuje. Zaczęłam normalnie (przez co czułam się paskudnie), potem weszłam w steampunk i nu-goth, a przez ostatnie pół roku miałam sporo okazji, żeby się wyżyć pod tym względem i nareszcie zaczynam się stabilizować gdzieś na poziomie stregi.



Strega fashion to dla mnie ogólnie dość niesamowite zjawisko - uwielbiam klimat, który bije z takich zdjęć, jest niesamowity. Przywodzi mi na myśl domek w lesie z wiedźmą w środku, która spędza dnie łażąc po zarośniętej puszczy i zbierając zioła #życiowecele #jestemdzieckiemlasu
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to zrealizować, bo bardzo bym chciała :3


Ostatnio też coraz bardziej zagłębiam się w tematykę okultyzmu i uczę się photoshopa czarować, jak widać na wyżej załączonych obrazkach ;)


Ahhh no i wróciłam do rudości!
Recenzja: Bullboxer od Zibru.com

Recenzja: Bullboxer od Zibru.com

Przygotowałam dla Was recenzję zimowych butów marki Bullboxer, a dokładniej modelu 797501E6L_BLCK TD70 Black. Dostępne są w sklepie Zibru.com o tutaj.  


Buty uszyte są z naturalnej skóry, która zachowuje mat, nawet po wypastowaniu. W środku ocieplane są ciemnoszarym futerkiem, ale sama wkładka jest skórzana. Jeśli jesteście strasznymi zmarźluchami - polecam brać rozmiar większe. Ja wzięłam 38 i są idealne do rajstop i grubych zakolanówek, ale filcowej wkładki już nie wcisnę, a na ostrą zimę mogłaby się przydać. 

Obawiałam się też nagłej zmiany z koturnu na 4cm obcas, ale kompletnie niesłusznie. Dzięki grubej skórze, kostka jest lekko usztywniona, a wyprofilowanie wkładki sprawia, że buty są niezwykle wygodne. 

Rozchodzenie ich zajęło mi około 2 tygodni - po tym czasie idealnie dopasowały się do stopy, a skóra na zgięciach popracowała wystarczająco, żebym chciała hasać w nich całymi dniami. Jednak pamiętajcie, że takie solidne buty są trochę jak glany - na początku mogą obcierać, ale jak już się dopasują to nie chcecie innych.


Zdecydowanie polecam.

Opuszczone lotnisko

Opuszczone lotnisko


Dzień przed tymi zdjęciami podjęłam decyzję o sprzedaży aparatu, bo ciągle nie udawało mi się z niego wyciągnąć zdjęć jakie bym chciała. Wystarczyło jednak dać go w łapki odpowiedniej osobie, a okazało się, że mój ukochany potrafi niezwykle ciekawie uchwycić rzeczywistość.
Aparat zostaje i będziemy walczyć dalej!

Dajcie znać co myślicie.



Model/styl: Akasza
Buty: Bullboxer od Zibru.com

Witch with dreadlocks

Witch with dreadlocks


Najlepszy pomysł na spędzenie przerwy świątecznej pod koniec grudnia to oczywiście latanie półnago po lesie i włażene w mokre trawy w samych zakolanówkach.
Żartuję, nie róbcie tak.
Ja robiłam, bo miałam fajnego fotografa pod ręką i wizję która nie znosiła czekania.

(dwa kadry bo nie wiem który lepszy)

Generalnie jestem bardzo zadowolona z tych dreadlocków, niemniej musze je zdecydowanie porządnie zamontować jak już wrócę do rudości. Teraz były na słowo honoru i wyblakłej czerwieni, więc ratowałam się fotoszopem.

Tylko nie patrzcie na moje rączki na tych zdjęciach - są smutne bo było im zimno.